Dwa-cztery na dobę łapię się za głowę,
Rozpoczynam w sobie burzę myśli.
Przeląknięty nad swym stanem mało robię,
Mając złudną nadzieję, że coś się samo ziści.
Przelewa się przeze mnie
Miłość, radość, złość, czuję się w sobie jak gość,
Niepotrzebne jest mi uczucie,
Które kruszy mej duszy szkielet, każdą drobną kość.
Nie chcę już pamiętać o Tobie...
I nie jestem w żałobie.
To jest mój festiwal nienawiści,
Granica dobroci i zawiści!
Nie będę marionetką w teatrze
Twych lalek, odchodzę na zawsze.
Kiedy świat oszalał? Nie zauważyłem nic,
Zbyt wiele działo się w mojej głowie.
Wszystko wygląda tak bardzo absurdalnie,
Serca brak, strachu brak, ani łzy z czerwonych lic.
Nie było w Tobie rozwiązania,
Tak naprawdę ta przeszłość to część problemu,
Który wrastał w moje starania.
Lecz nie uziemiłaś mnie, już nic nie będzie po Twojemu.
Nie chcę już pamiętać o sobie...
Pozostawiam część siebie w grobie!
To jest mój festiwal nienawiści,
Granica dobroci i zawiści!
Nie będę marionetką w teatrze
Twych lalek, odchodzę na zawsze.
Prosto do niesamowitości dążyłem,
Własnym błędem żyłem.
Sam jestem sobie winien, mea culpa,
To mea culpa.