piątek, 28 czerwca 2013

Martwa potęga.

Nigdy nie uciekaj przed pierwowzorem, który tworzysz sam,
Nie odkładaj na później słów,
Bo kiedy nadejdzie chwila, w której skończy się Twój czas
Pozostaniesz z pustką w sercu.

Poznaj świat udręk, bolączek, gorzkich ran,
Witam Cię w królestwie piękna okrywającego chłam,
Stos palących się, gnijących ludzkich szans
Na przeżycie swojej miłości kolejny raz.
Rzucasz rękawicę wrogu, którym sobie jesteś sam,
Stajesz do boju i mierzysz człowieka, którego nie znasz,
Walczysz z sercem i rozumem,
Walczysz sercem i rozumem,
Cięte spojrzenia w rozbitym przez ciszę lustrze
Rozrywają Twe usta, tną Twoją duszę.
Pękają wypełnione dymem papierosów płuca,
Niszczysz swe mienie, dosięga Cię ulica,
Pogrążasz się w samowolnej utracie świadomości,
Stajesz się workiem na uczucia. Nie masz litości,
Oddajesz siebie powolnemu konaniu
I czekasz aż wyrok Twój ulegnie dokonaniu.

Delikatnie dotykasz ją,
Ona łapie Cię za dłoń,
Patrzysz jej w oczy i widzisz siebie zamieniającego się w proch.
Rozsypuje Cię wiatr,
Rozprzestrzeniasz się na świat,
Odchodzą słowa niewypowiedziane, kończy się Twój dar.

Ulegasz pokusie, poddajesz się instynktom,
Jeszcze nigdy nie zawdzięczałeś tyle swoim zmysłom,
Uciekasz przed strachem drzemiącym w Twoich rękach,
W ogień zamieniasz wszystko co się wkoło rozpościera,
Płoną nadzieje, marzenia i sny,
Zastanawiasz się dlaczego Ty! Dlaczego właśnie Ty?!
Obwiniasz Boga, którego porzuciłeś,
A potem ze szczególnym okrucieństwem w sobie zabiłeś!
Udowodniłeś swoją martwą potęgę,
Nic tym nie osiągnąłeś, zatoczysz się w udrękę.
Błędne koło pogoni za uczuciami
I otulenie się depresją są Twoimi celami.
To koniec, czas się pogodzić,
Z uczuciami przeprosić,
Nie odchodź w nieznany świat, bo Ciebie brak
Może być gorszy niż przed bramami Piekła znak.

Delikatnie dotykasz ją,
Ona łapie Cię za dłoń,
Patrzysz jej w oczy i widzisz siebie zamieniającego się w proch.
Rozsypuje Cię wiatr,
Rozprzestrzeniasz się na świat,
Odchodzą słowa niewypowiedziane, kończy się Twój dar.

wtorek, 25 czerwca 2013

Kapcie.

Drą się całą drogę, nikt wytrzymać już nie może,
Wszystkie oczy w jednym punkcie, ludzie myślą "niech już pójdzie",
Kończą się krótkie żywoty tych dwóch istnień, co bez cnoty,
Nim przestraszą jakąś babcię lepiej zdejmę już te kapcie.

Szalone kapcie - plus 10 do zręczności,
Podarte kapcie - minus 100 do szybkości.

Od zeszłego wtorku minął rok od kąd leżały w worku,
Z ziemniakami się przyjaźniły, wspólne plemię stworzyły,
Nieznanych pierwiastków doświadczyłem gdy je założyłem,
Teraz dumnie kroczę w kapciach władzy i w skarpetkach w sadzy.

Kapcie wodza - plus 10 do mądrości,
Kapcie z worka - minus 100 do miłości.

Wyprałem je w tosterze, wrzuciłem między talerze,
Matka wrzeszczy o odorze gorszym niż gówno i zboże,
Zabrałem kapcie do siebie, a tam spotkałem Ciebie,
W mgnieniu oka znikłaś z kadru, nie było za Tobą wiatru.

Smród z kapci - plus 10 do zastraszania,
Gnój z kapci - minus 1000 do lansowania.

Śmietnik je wypluwał, gdy ja żem tylko je wrzucał,
Inwalidzi uciekali i bezdomni się chowali,
Policja mnie zamknąć chciała, lecz w areszcie pozdychała,
Teraz sam jestem na świecie, siedzę w kapciach na klozecie.

Kapcie grozy - broń chemiczno-biologiczna,
Kapcie strachu - ludność jest już nieliczna.

sobota, 22 czerwca 2013

Matka głupich.

Dajesz siłę, dajesz wiarę
I nigdy się przez nikogo nie poddajesz,
Żyjesz skrycie gdzieś na szczycie
Spoglądając, czy ratujesz komuś życie.

Bedąc małym, ciemnej nocy
Strach zaglądał w każde oczy:
Gdy wyjść w nocy trzeba było,
Pod łóżkiem coś się ruszyło,
W każdym kącie czyhał cień,
Dziecko czekało na dzień
Trzęsąc portkami, lecz z siłą
Że rano wstanie z dobrą miną.
Co zrobić mogliśmy, czoła stawiliśmy,
Choć tacy mali, to ze słabościami walczyliśmy.

Dajesz siłę, dajesz wiarę
I nigdy się przez nikogo nie poddajesz,
Żyjesz skrycie gdzieś na szczycie
Spoglądając, czy ratujesz komuś życie.

Gdy ulicami chodzimy,
To nic o tym nie myślimy,
Ale wciąż czuwasz nad nami,
Nie dajesz nam odczuć żeśmy sami.
Dzięki Tobie uważamy, że nic się nie stanie,
Dzięki Tobie tu jesteśmy radząc sobie w każdym stanie.
Za rękę nie trzymasz, przed siebie nie pchasz,
A jednak do przodu wciąż nas ganiasz,
Jesteś sensem życia wielu,
Bez Ciebie nie mają celu,
W Tobie wszystko pokładają.
- Głupimi ich nazywają!

Dajesz siłę, dajesz wiarę
I nigdy się przez nikogo nie poddajesz,
Żyjesz skrycie gdzieś na szczycie
Spoglądając, czy ratujesz komuś życie.
Dajesz siebie, Ciebie wielbię,
Choć zarówno dzięki i przez Ciebie cierpię,
Ale żyję, walczę ze światem,
Który obserwujesz jakbyś była katem.

Matko głupich,
Proszę Ciebie,
Nie opuszczaj nas w potrzebie.
Matko głupich,
Proszę Ciebie,
Prowadz mnie, aż będę w Niebie.

wtorek, 18 czerwca 2013

Bestia.

Szkarłatne ściany i oplute lustra
Pamiętają dzień, w którym rozcinałem Ci usta.
Szczerym uśmiechem od ucha do ucha
Obdarzyłem Twe lica, od bólu byłaś głucha.
Soczystą zielenią pokryte podwórko
Zmieniło się w rumowisko, na którym żadne piórko
Nie zostawało białe, czarne, szare, czy sine.
Pogorzelisko śmierci - wątpliwie tylko w zimę.

Ostatniej nocy płacz był, dziecko zasnąć nie mogło,
Krzyczało i się rwało widząc na ścianie godło
Sączące się czerwienią, ponuro gęstą mazią,
Oddychające piekłem czekającym za ścianą.

Twój ryk tłumił me serce, otaczał mnie niewolą,
Posłuszny byłem Bogu, a Bóg ten był niemową.
"To moja pleśniejąca i zgrzytająca dusza
Do służby w imię Twego cierpienia mnie zmusza."

Poszarpane włosy i wciąż bijący mięsień
Zaplątały się w sobie sprawiając, że ten mięsięń to więzień
I nawet białe kruki krążące nad posesją
Czyhały, aż przestaniesz być dla mnie bestią.

Tej nocy skończyły się wszelkie, kwaśne kłamstwa.
Krukom Cię rzuciłem, nie chowały łakomstwa.
Odszedłem zostawiając za sobą przeszły dwór,
Może za kilka lat oczyści go Aniołów chór.

niedziela, 16 czerwca 2013

Ostatnia noc środka.

Okryta płaszczem codzienności
Noc bawiąca się ze światłem,
W oku błyszczy część radości,
Spojrzenie goni powiekę,
Poprzez usta łaska z żalem,
Krępujące słowa ciszy.

Lgnie do ciała,
Zimna skała
Z niej, z goryczy co przelana
Z użyciem naczynia w bieli
Niewidzianego w tej celi.

Ujdzie w łaknienie ciepłoty,
Przepłynie z prądem tęsknoty
Aby skazić nierzetelnie
Słowa dobierane celnie.
Wiatrem rozkołysze oczy
I łzami posoli wargi
Pani Przeszłość wracająca
Z urlopu, przekonująca.

Suchymi liśćmi się mieni
W beczce winem wypełnionej.
Przesiąknięta chustka płomieni.
To zabawa w zaufanie.
Gdy odnajdzie myśli czyjeś,
Złóż życzenie w zapomnienie.