Okryta płaszczem codzienności
Noc bawiąca się ze światłem,
W oku błyszczy część radości,
Spojrzenie goni powiekę,
Poprzez usta łaska z żalem,
Krępujące słowa ciszy.
Lgnie do ciała,
Zimna skała
Z niej, z goryczy co przelana
Z użyciem naczynia w bieli
Niewidzianego w tej celi.
Ujdzie w łaknienie ciepłoty,
Przepłynie z prądem tęsknoty
Aby skazić nierzetelnie
Słowa dobierane celnie.
Wiatrem rozkołysze oczy
I łzami posoli wargi
Pani Przeszłość wracająca
Z urlopu, przekonująca.
Suchymi liśćmi się mieni
W beczce winem wypełnionej.
Przesiąknięta chustka płomieni.
To zabawa w zaufanie.
Gdy odnajdzie myśli czyjeś,
Złóż życzenie w zapomnienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz