Skończył się karnawał i Rio umarło,
Cichy grzmot sprawił, że niebo się rozdarło.
Lunęło na świat ludzi boskie niespełnienie
I skłonny był do samobójstwa każdy, kto choć raz czuł się źle.
Wielu się wzmagało, walczyło jak z nałogiem,
Dzień za dniem, jakby skrybi, pisali o swym zgonie,
Niechybne były losy, lecz walczyli... do śmierci.
Lufa, gardło, spust, huk. Już w myślach ich nie wierci.
Był jeden, który chodził bez ręki.
Jednemu pustelnikowi,
Który przeżył w wydmach wiatru,
Pomógł odpędzić łotrów.
Zmiłowano się nad nim
Po latach, nagle, jak gwizd
Przeminął strach przed życiem
Z chorobą i zepsuciem.
Postanowił on zebrać
Dzienniki samobójców,
Których dawno nie było już.
Postanowił je spisać.
Nie było już martwego
U żadnego żywego,
Nie było mnie na łożu z pokrzyw konającego,
Zginęły wszelkie ślady po klątwie danej przez Boga,
Zabrał zapiski i notatki, została tylko noga..
O złotowłosych snach
I nagich kolanach,
Robalach na śniadanie,
Śmierci na zawołanie,
O gorzkim smaku krwi
Dzika co się zabił,
Zahaczając o drzewo,
Które rosło trochę w lewo!
Oh żony i mężowie,
Niechaj wam będzie zdrowie
I radość całe życie,
Ograniczone picie,
Bo przyjdzie na was czas,
Wtedy już nie będzie nas,
Zdani na siebie zginiecie
Pogrzebani w dół jak śmiecie.
Zbliży się klątwa od Boga,
Potop, plaga, inna wroga
Sytuacja nieszczęśliwa,
W której zabraknie wam wina
I ucieczki już nie będzie,
A w żołądkach będzie wzdęcie.
Wy ze strachu się zesracie
W swoje cienkie, brudne gacie!
Płoną w ogniu z martwych zbójców
Dzienniki samobójców.
Nikt już nigdy ich nie widział,
O legendach tylko słyszał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz