sobota, 21 września 2013

Taka piękna.

Nie odmawiała mi, gdy ustami jej dotykałem,
Pragnęła mnie jak miłość, której nie miałem,
Zakopany w sobie byłem, nisko upadłem,
Świat milszy był gdy do niej się zwróciłem.
Nie odmawiała mi towarzystwa, lecz kłamała mnie
Słowami pocieszającymi, wizjami w radośnie
Płynące chwile wszędzie do okoła
I zatopione smutki. Bliskość nie była goła,
Pełne chęci i tęsknoty były jej kontury,
Taka piękna, z nią mogłem rozbić mury,
Uciec od lęków, od strachu, obudzić się na nowo
W świecie lepszym, w którym prawdą było każde słowo.
Czułem ją w sobie, uderzała mi do głowy,
Butelka wódki, gorzki nektar odnowy,
Lecz chwilowej, nieświadomie niszczącej życie.
Teraz jest pusta i już nie kłamie mnie skrycie.

niedziela, 8 września 2013

Ucieczki.

Jesteśmy więksi, lepsi i mądrzejsi,
Zawsze silniejsi
Po włożeniu serca
W wysiłek, to nie słowa mędrca,
Nie jestem Twym Panem,
Nie jestem drogwskazem,
Oddaję swe życie muzyce,
Bo muzyka dała mi to życie.
Codzienna walka z codziennością,
Z rodzinną atmosferą i z w tłumie samotnością,
Odpędzam duchy złe
I chodzę tam, gdzie chcę,
Buntuję się, by wynieść konsekwencje,
By poznać lekcję,
Jak dziecko ostrzeżone przed palącym ogniem,
Ono włoży rękę w ogień i dopiero wtedy się dowie
O popełnionym błędzie,
Wyciągnie konsekwencje.
Nabierze doświadczenia
Poprzez wieloletnie skaleczenia,
Odnajdzie drogę, którą podążać chce,
Znajdzie cel i się zaprze.

Walczę o przetrwanie,
Walczę o przekonanie
O celach we własnych czynach,
Walczę by nie żyć w kajdanach,
By nie ulegać pokusom,
By nie ulegać uczuciom,
Być silnym.
Być silnym.

Ciągłe doskonalenie,
Unikanie znaku "cierpienie",
Sposoby mam swoje,
Choć czasem ukrywam je,
Wyrażam się słowami ubranymi we własne myśli,
Lecz nie jesteśmy z tego powodu czyści,
Każdy ma prawo się mylić,
Nie powinien nikogo wynić,
Póki nie uważa się za Alfę
I Omegę.
Pokaż mu wtedy na jakim kruchym jest gruncie,
Może wyciągnie z tego na przyszłość lekcję,
Nie ograniczaj nikogo, a w szczególności siebie,
Bądź promieniem wiosny i bądź słońca ciepłem,
Bo każdy zasługuje na słowo "dziękuję".
Jeśli Cię ono ominie, ta osoba nie widzi nic w Tobie.

Być silnym,
Być szybszym,
Silniejszym
I lepszym,
Być człowiekiem honoru,
W porażce nie ma wstydu,
Gorsze od niepowodzenia
Są ucieczki od prób walczenia
Z własną słabością,
Z własną dumą.

Słowa.

Słowo za słowem, za słowem słowo,
Biją się ze sobą w myślach choć nie mogą,
Wyrywane w ustach, nie do końca znane,
Słowa, których znaczenia nie zostaną poznane,
Te pierwsze, te ostatnie,
Każde, które nie padnie
Finalnie,
Którego brak nie skończy się fatalnie,
Zdalnie kontrolowane w głowie
Przez Twoją osobę,
Na szczęście nie prowadzi mnie to w żałobe,
Nie skończe pod grobem.
Zamilczę czasem gdy odezwiesz się słowem,
Odejmiesz moją mowę i nic na to nie powiem.

Czy chcę Ci opowiedzieć historie ze swego życia,
Czy pożalić się, poradzić, by nie wpaść w nałóg picia,
Czy posłuchać o czymkolwiek powiesz,
Zawsze, wszędzie jesteś moim dobrym słowem, wiesz?
Nienawidziłem Cię za słowa raniące jak ostrze,
Unikałem spojrzenia, w którym widzę się jak w lustrze,
Błyszczące, głębokie, ale nie nierealne,
Choć czasem takie słowo może, przyznam, palnę.

Nie dziękuję, że jesteś, bo nie jesteś dla mnie,
Jesteś jak każdy inny i czasem coś kończysz marnie,
Mimo starań, mimo swego poświęcenia,
Oddania się pewnej sprawie porzucając wszelkie pragnienia,
Ale jesteś, tak silna, cieszyć się potrafisz,
Gdy trzeba to tak piękna, gdy trzeba to i zranisz,
Wzrokiem swoim omamisz drogę komu innemu
Jeśli tylko tego zechcesz. To dzięki niemu,
Temu, który wierzył we wszystkie Twe marzenia,
Który przygotowywał Cię do możliwego cierpienia
I tylko On kochał Cię tak szczerze,
Jak nigdy nikt nie będzie. To słowo, w które wierzę.

Wszyscy są dobrzy i wszyscy są źli,
Nie ma tu gorszych, jesteśmy tylko my,
Zbłąkane dusze ludzkich opowieści,
Słów, które przynosiły dobre i złe wieści.
Wszyscy są dobrzy i wszyscy są źli,
Nie ma tu gorszych, jesteśmy tylko my,
Solenizanci, składający życzenia
"Trzymaj się" i "do zobaczenia".

piątek, 6 września 2013

Definicja samotności.

Odleciał. Zostawił rzeczywistość, stoczył się w otchłań nieskończonej ciemności.
Odszedł w świat, którego nie znał, choć go wykreował w pełnej szczegółowości.
Nie zwlekał z pożegnaniami. Nie miał kogo żegnać, cisza posłużyła jako płasz ochronny
Przed deszczem słów odradzających. Od ludzi, których krajobraz uczuć był pustynny.
Stąpnął jedną nogą, twardo złożył stopę na nowym, niepewnym gruncie.
Nic się nie zmieniło.
Podjął się drugiego kroku, stanął trzeźwo na ziemi i zastygł w tym punkcie.
Czy nic się nie zmieniło?
Już go nie widziano i już go nie słyszano, zapomniano o nim, był jak uśmiech w żałobie,
Nieobecny, nieprzytomny, skryty za krańcem bólu. Wściekłe łzy kryły się w sobie.
A on jak stanął, tak nigdy się nie poruszył. Sparaliżowany, był więźniem umysłu.
Czasem ktoś drasnął ramieniem o granicę światów, wtedy odchodził od zmysłów,
Pragnął powitać, poczęstować, oprowadzić, opowiedzieć...
Cała ta eksplozja emocji, ten wulkan uczuć ginęły przez niewiedzę.
Niewiedzę kogokolwiek o czymś poza rzeczywistością, w której żyją.
Niewiedzę na temat możliwości stworzenia bańki chroniącej przed tym, czym gniją.
Ale czy to ważne? Są z innymi. Są w społeczeństwie, nikogo nie obchodzi to, że zepsutym.
Jego tam nie ma. Pomylił się, wszyscy inni potrafią żyć w tym odchodzie odrażającym.
Umarł w świadomości ludzi, których znał.
Pochował swoje życie, którego zresztą nie kochał.
Ogląda wszystko z boku, jest wiecznym widzem teatru
Odgrywającego milczący spektakl za kurtyną z czarnego diamentu.