poniedziałek, 31 października 2011

Czas na dobranoc.

Powodów wiele,
By załamać w życiu się.
Momentów chwil,
W których brakuje Ci sił.
Serce sie kraje,
Gdy nadzieję ktoś Ci daje,
A potem sam
Wykorzystuje Cie. Cham.

Czas na dobranoc, niech odejdą złości Twe.
Czas na dobranoc, uspokój wkońcu się.
Czas na dobranoc.

Uśmiechnij się,
Zapłaczesz gdy będzie gorzej.
W Ciebie wierzę,
Bo i Ty człowiekiem jesteś.
Nie walcz jak lew,
Tygrysem nie bądź także,
To przejadło się,
Nie ma jak własne życie.

Czas na dobranoc, niech odejdą złości Twe.
Czas na dobranoc, uspokój wkońcu się.
Czas na dobranc.

Nie żałuj
Gdy nie jest warto, a baluj.
Nie żyj dołkiem,
Możesz być ludzkim pachołkiem.
Kto zobaczy
Niewidzialne Twoje oczy?
Czarna krew
I czarne łzy rozerwą Cie.

Czas na dobranoc, niech odejdą złości Twe.
Czas na dobranoc, uspokój wkońcu się.
Czas na dobranoc.

poniedziałek, 24 października 2011

Czerwony kapturek.

Uciekaj, uciekaj dziecino
W czerwonym kapturze,
Czerwone wino
Kusi jak taniec na rurze.

Idziesz przez las,
Przez ludzkości las,
Mijasz jak drzewa
Ludzi bez imienia,
Każdy w swej masce,
Każdy marzy o kasce.

W garniturze,
Nie patrząc na burze
Idzie wilk z uśmiechem
Jak niepełnoletni z lechem,
Zagaduje,
Impreze sprawuje,
W wodospad alkoholu
Zmienia wszystko po trochu.
Uciekaj, uciekaj dziecino
W czerwonym kapturze,
Czerwone wino
Kusi jak taniec na rurze.
Mówisz nic się nie stanie?
Rozłóż nogi to i stanie!

I kolejny raz
Idziesz przez ten sam las,
Do babci na herbatke,
Prądem zakrapianke,
Zazgryzką jest ciasteeczko
Smakujące jak ziółeczko.

W garniturze,
Nie patrząc na burze
Idzie wilk z uśmiechem
Jak niepełnoletni z lechem,
Zagaduje,
Impreze sprawuje,
W wodospad alkoholu
Zmienia wszystko po trochu.
Uciekaj, uciekaj dziecino
W czerwonym kapturze,
Czerwone wino
Kusi jak taniec na rurze.
Mówisz nic się nie stanie?
Rozłóż nogi to i stanie!

Na imprezce
Każdy walnął po kresce,
Pamięć cała uleciała,
Problem tylko sprawiała!
Wpadł leśniczy
Groźny, choć w kolorach tęczy.

Teraz żałuj, żałuj dziecino
W czerwonym kapturze,
Czerwone wino
Rozpętało w głowie burze.
Na teście dwie kreski,
Czas otrzeć płynące łezki.

niedziela, 23 października 2011

Jestem tu.

Pośród gąszczu ludzi, w tłumie nienawiści...
Nie widzisz mnie.
Idąc obok Ciebie, stojąc tuż przed Tobą...
Nie widzisz mnie.
Patrząc prosto w oczy, dotykając Cię...
Nie widzisz mnie!

Mimo, że jestem tutaj, to jestem niezauważalny.
Kto mnie usłyszy, kto mi odpowie, czy jestem sam...?
Chociaż bardzo pragnę zmienić życie swoje,
Nie potrafie innym być i inaczej żyć.

Nie, nie ukrywam się. Ja chcę tylko
Poczuć ten smak, poczuć jakie to uczucie.
Lecz inny jestem. Taki zostanę,
Choć siebie nienawidzę...

Mimo, że jestem tutaj, to jestem niezauważalny.
Kto mnie usłyszy, kto mi odpowie, czy jestem sam...?
Chociaż bardzo pragnę zmienić życie swoje,
Nie potrafie innym być i inaczej żyć.

poniedziałek, 17 października 2011

Zagubiony.

Próbawałem wykrwawić zadaną sobie ranę,
Drążyłem coraz głębiej w sobie, by ten mały okruch wspomnienia odszedł w niepamięć.
To dręczyło mnie, spokoju dać nie chciało...
Zmarznięte, głodne ciepła, obolałe moje ciało,
Na wietrze wystawione, owiane chorobą.
Siedziałem z opuszczoną głową.

Zgubiłem mapę z zaznaczoną drogą do Ciebie,
A kompas z kierunkiem Twojej ciepłoty zamarzł.
Głos Twój mylący się stał, gdzie iść nie wiedziałem,
W dodatku każdy mój oddech gasł.

Podziałem się, nie wiem gdzie, wleciala we mnie plaga,
Ogrzała, żyć dała, nienawiść do Ciebie wzniecała, nieprzerwanie jak zgaga.
Musiałem nauczyć się żyć z gryzącym piekłem w płucach...
Mówiłem, że zawsze będę Twój, nie dało się tego zliczyć na palcach.
To samo Ty obiecałaś mi...
Zaufałem, pojechałem, a po powrocie mogłem już zalać się łzami.

Zgubiłem mapę z zaznaczoną drogą do Ciebie,
A kompas z kierunkiem Twojej ciepłoty zamarzł.
Głos Twój mylący się stał, gdzie iść nie wiedziałem,
W dodatku każdy mój oddech gasł.

Mapy już wcale nie szukałem.
Kompas specjalnie na mróz wystawiałem.
Twój głos, dochodził mnie ze wszystkich stron,
Każdy był inny, kłamstwom tym życzyłem zgon.

Teraz sam nie wiem co się ze mną dzieje,
Plaga już we mnie chyba nie wieje.
Jednak jednego wciąż jestem pewien,
Głosów Twoich dociera do mnie zbyt wiele!

niedziela, 16 października 2011

Między Grajdołkiem, a Cichogórką (aka Grajdołek i Cichogórka II).

Ciemnieją granice, kąty ścian, zarys okien i drzwi.
Wyostrzają się zmysly, widać kontury oczu, kontury brwi.
Wkoło latają ubrania, jeden stanik, dwie bluzki.
W promieniu 100 metrów, słychać już nie tylko całuski.

Instynkt mordercy to nie jest,
Krzyk zdziwienia także nie,
Wędrują palce
Jak po voodoo lalce.

Śmieją się, śmieją, gniecione poduszki.
Pokój wypełnia aromat romantyzmu jak zniczy w zaduszki.
Poci się ostro, a swobodny jak na paralotni.
Hej dziewczyno, czy przypadkiem nie zapomniałaś zdjąć spodni?

Instynkt mordercy to nie jest,
Krzyk zdziwienia także nie.
Wędrują palce
Jak po voodoo lalce.

- Przytul mnie.
- Nie moge.
- Dlaczego?
- Bo to coś złego.
- Ale jak to?
- Bo wale potem, tak to!

Instynkt mordercy to nie jest,
Krzyk zdziwienia także nie.
Wędrują palce
Jak po voodoo lalce.

sobota, 15 października 2011

Nie.

Nie ma znaczenia co i kto mi się podoba.
Nie ma znaczenia czy kogoś jeszcze obchodzę.
Nie ma znaczenia jakie krążą o mnie zdania.

Żyję aby żyć, wyciekły ze mnie uczucia.
Żyję bez nadzieji, nic sensu nie widzę.
Żyję jakbym umarł, ciągle niewidzialny.

Jestem bestią, mam skute lodem serce.
Jestem bestią, przyjaźnię się z Panną Nienawiścią.
Jestem bestią i nie mogę się uwolnić.

Myśli splątane łańcuchem racjonalności,
Ogniwa pieką niechcianymi wspomnieniami,
Serce otoczone soplami odrzucenia,
Dusza przepełniona mrokiem żalu, złości...

piątek, 14 października 2011

Czerwienią okryci.

Poświata czerwona przykryła świat,
Drzewa są czerwone, wody są czerwone.
Smród i zgnilizna przeszywają nozdrza...
To Niebo płonie.

Płaczą Święci, zmarli i Aniołowie,
Na nasz świat swoje łzy wylewają.
Krople czerwone skórę wyżerają...
To krwawy deszcz oczyszczenia.

Ktoś by powiedział: "Piekło na Ziemi",
Kto inny jednak nazwałby to Cudem.
Nad całym światem ogniste niebo...
Czerwona planeta.

Zmysły zanikną, głosy zamilkną,
Wszyscy zostaniemy spopieleni.
Nie zobaczymy jak ktokolwiek umiera...
Armageddon.

czwartek, 13 października 2011

Ballada o końcu świata.

Ciemno było, niebo gwiazdy zgasiło,
Na drodze ja, prawie całkiem sam...
Szedł on ulicą, ciuchy podarte miał,
Pobrudzoną buźkę i jednej skarpetki brak.
Kroczył powoli nie patrząc gdzie idzie
I nic nie mówił, gdy pytałem skąd on jest.

Cienie mówiły o gasnących światłach lamp,
Chmury zapowiadały deszcz.
Czas - druga w nocy, ucichł wiatr.
A on ciągle szedł przed siebie.
Czarna czupryna swą głębią błyskała,
Jego cichy oddech w niepokoju stawiał.
W końcu się zatrzymał i podniósł głowę,
Oczy miał białe... jak trup.

Zerwał się wiatr, zaczęło lać,
Chciałem go zabrać, lecz jak kamień stał.
Jedynym światłem był błysk błyskawic,
Które o ziemię uderzały częściej niż krople z góry.
I niebo ujrzałem, usłyszałem pieśń
O chórze Aniołów na wojnę idących.
Spojrzał chłopiec z uśmiechem szyderczym,
A niebo się rozerwało i czerwienią świat nasz zalało.

Wtem wszystko ustało, obudziłem się,
Za okno spojrzałem na błękitny nieba cień,
A na ulicy stała postać ze snu.
Postacią tą był...
Mały chłopiec zombie.

środa, 12 października 2011

Deus mortuus est.

Królestwo upadło. Wojna się skończyła.
Dzieci mroku w tłumie ludzi maszerują,
Aniołów Stróżów z barków im ściągają
I każdego zabijają. Wojna się skończyła.

Te co miały szansę, na złą stronę przeszły,
Wojsko Szatana rosło ciągle w siłę.
Z Piekła i z Nieba takie słowa dochodziły:
"Deus mortuus est".

Nie uświadczyli już ludzie blasku Słońca,
A chmury czerwone od krwi wszystkich Świętych.
Przed końcem Bóg wysłał jeszcze w drogę gońca,
Aby ten szedł i nawrócił wszystkich niewiernych.

Wojna była krótka, nikt się nie spodziewał.
Nikt w świecie nie zginął - a przynajmniej ciałem.
Martwe były umysły i serca i dusze,
Martwe było życie, które człowiek znał.

Mimo tego złego, nic nie było złe,
Opanowane były wszelkie ludzkie rządze,
Nieznana już była śmierć nie-naturalna,
Patrząc tak dokładnie, wojna była warta.

Wrogowie Niebios przyjaciółmi byli,
Czynami ludzkimi kierowali zgodnie.
Niszcząc Boga, Szatan zniszczył wolną wolę,
A ludzie w "hipnozie", ale i w zgodzie żyli.

- Goniec.

wtorek, 11 października 2011

Brak życia od Życia.

Nie dziękuję, nie przepraszam.
Wiem, że umiem, więc zapraszam,
Wejść tu nie chcesz, co za szkoda,
Już się gotowała woda...
Chciałem zrobić Ci herbatę
I pójść na cukrową watę,
Ale odmawiasz przybycia,
Trudno, zgadzam się bez bicia.

Mijają bez Ciebie dni,
Wnętrze moje przez to gni;
Mijają bez Ciebie lata,
Robię za własnego kata.
Wiesz, że za Tobą tęsknilem,
Nocami się strasznie wiłem.
Wiem, że Ciebie to nie rusza,
Przeć ja jestem marna dusza...

I tak tęsknię godzinami,
A one stają się dniami,
Te zaraz są miesiącami,
Które biegną mi latami.
Marnuje się serce, ciało,
Słowa, czyny... To już mało.
Krzyk mój, jak wiatr pośród głuszy
Niezrozumiale się suszy.
Piasku pełna jest ma głowa...
Aż tak mądra żadna sowa,
Aby zrozumieć co robię,
Aby zrozumieć co piszę.
Nie ma tu ani krzty sensu,
Więc urwij sobie mnie kęsu,
Wykorzystaj dobre szczenie,
Które widzi tylko cienie...
Zerwij ze mnie skórę całą,
Połam kości, zniszcz me ciało
Albo daj mi byt normalny!
Tak, Ty Życie!
- Nienormalny.

poniedziałek, 10 października 2011

Fałszywy blask.

Okno w piwnicy się na mnie spojrzało,
Rzec mi coś chciało, lecz się powstrzymało.
Światłość całą z pomieszczenia zabrało
I nikt nie przeszedłby już tamtędy śmiało.

Ostre, dzikie oczka z ciemności zerkały,
W głuchych korytarzach głosy się śmiały,
Kroki jakieś coraz bardziej się zbliżały...
W tych psychicznych mękach każdy byłby mały.

Cicha, skryta siła czegoś tutaj chciała,
Uczucie, jakby zza pleców rękę wyciagała;
Drżącym głosem takie słowa wypowiadała:
"Ta Twoja świątynia, będzie moja. Cała."

Krąg świec wokół mnie się nagle zapalił,
Na nadgarstkach i kostkach łańcuch się pojawił,
"Oto życie" - szepnął głos i szybko się oddalił,
Pode mną stanał ogień... I mnie doszczętnie spalił.

niedziela, 9 października 2011

Pocałuj mnie.

Narodziłem się,
Krzyczeć chciałem,
Ty do siebie przytuliłaś mnie,
Matczyną miłość zrozumiałem.

Pocałuj mnie.

Poznałem Cię,
Skakać chciałem.
Bez przerwy byłaś przy mnie,
Młodzieńczą miłość zrozumiałem.

Pocałuj mnie.

Ożeniłem się,
Żyć chciałem,
Na dobre i złe mieliśmy siebie,
Małżeńską miłość zrozumiałem.

Pocałuj mnie.

Położyłem się,
Umierać miałem,
Zostawić bliskich chciałaś beze mnie,
Okrucieństwo śmierci zrozumiałem.

Pocałuj mnie.

sobota, 8 października 2011

Eksponat.

Podczas, gdy dystans jest jedynym przypomnieniem
O wspomnieniu,
O życiu, do którego wrócić już nie można,
Zostaję
Myślami między młotem, a kowadłem i czekam
Na moment,
Na spełnienie wszystkich myśli złych.
I siedzę,
Tak ciągle w samotności, głuchej ciszy.
I krzyczę,
Do siebie i do świata, proszę o zrozumienie,
Choć wiem,
Że ludzi tutaj żadnych nigdzie nie ma.
Jest On,
Który tak trzyma się mnie nieustannie i mówi,
Namawia,
Bym myślał o czym innym, bo koniec
Nadchodzi
I łatwo nikomu nie jest w tej chwili.
Szepcze,
Bym żył dalej, bym trwał, mimo iż ciągle sam,
Bo jestem
Skazany na to wszystko co się dzieje
Wkoło
I na około oraz wszędzie nad i pode mną,
Bo jestem
Pustą egzystencją na kółkach kanciastych,
W niewoli,
W niezrozumieniu siebie, przedsiebie,
Zasiebie,
Bo jestem kulejącym kawałkiem życia,
Niechcianym
Pudełkiem od zapałek, ze zdartą
Siarką,
Z rozdartym umysłem i sercem, bo jestem
Eksponatem...

piątek, 7 października 2011

Zła księżniczka.

Historia, która nigdy początku nie miała,
Bo księżniczka swojej tożsamości zapomniała,
Zapomniała kim była, kim się narodziła,
W jakim świecie żyła i po co tu była.
Napadły ją jednorożce,
Budujące kucykom grobowce.
Księżniczke okradły,
A potem żywcem zjadły.

Bo księżniczka była zła,
Niczym się nie przejmowała,
W dupę wszystkich kopała
I po kolei zdradzała.
Czy był bliski, czy też nie,
To było wyjebane.
Liczył się egoizm wrodzony,
Nabyta drwina w celu obrony.

Twarda w środku, z wierzchu miękka...
Przeminęła dawna męka,
Kiedy podczas burzy myśli
Nie wiedziała co wymyślić.
Osoby, która wspierała
Po chwili potrzebowała.
I po chwili, i na chwilę,
I gdzieś miała swoją winę.

Bo księżniczka była zła,
Niczym się nie przejmowała,
W dupę wszystkich kopała
I po kolei zdradzała.
Czy był bliski, czy też nie,
To było wyjebane.
Liczył się egoizm wrodzony,
Nabyta drwina w celu obrony.

Ważna była ona sama.
Niech jednorożec ją szama.

czwartek, 6 października 2011

Grajdołek i Cichogórka.

O istnieniu nie wiedzieli swym,
Ona córka, a on syn.
On w przyszłość tylko patrzał,
Ona przeszłością żyła.
Rozdzieleni tak niechętnie,
Tak niewinnie, tak namiętnie.
Po latach przypadkiem
Wpadli na siebie.

Grajdołek, Cichogórka,
Big bass i mała laurka,
W oczy spojrzeli sobie,
W ciele poczuli ogień!
Grajdołek, Cichogórka,
Huragan i biała chmurka,
Coś stało na przeszkodzie,
Nie wiedzieli nic o sobie!

Wpadli w łóżko jak z armaty,
Póki nie było jej taty.
Było czule, było blisko,
Śliziutka jak lodowisko!
Do niego matka dzwoniła,
Po trzech nocach się martwiła.
Czuwała jak skała,
Łzami zalana!

Grajdołek, Cichogórka,

Big bass i mała laurka,
W oczy spojrzeli sobie,
W ciele poczuli ogień!
Grajdołek, Cichogórka,
Huragan i biała chmurka,
Coś stało na przeszkodzie,
Nie wiedzieli nic o sobie!

Gdy przyszedł czas, aby poznali się rodzice,
Nikt nie spodziewał się, że może być tak bardzo źle.
Jej ojciec, jego matka - dawno rozwiedziona para.
Cała czwórka się załamała.

Grajdołek, Cichogórka,
Oboje jak pęknięta rurka,
Pod ciśnieniem uleciało
Wszystko to co się działo!
Grajdołek, Cichogórka,
W życie swoje dali nurka,
Ze sobą zostali
Tylko wspomnieniami...

środa, 5 października 2011

Zdrajca siebie.

Was nienawidze. Wy mnie ranicie.
Wam zawdzięczać mogę całe zło, które mi trafiło się;
Jednej Tobie, drugiej Tobie...
Egoistyczne podejście i zabieranie wszystkiego sobie...
Wykorzystany nieraz już zostałem,
Do zabawy się tylko nadawałem.
...Ale co ja poradzić mogłem,
Skoro się od was uzależniłem...?

Nie lubię oraz lubię,
Nienawidzę i wielbię,
Takim dziwnym stałem się,
Takim człowiekiem jestem.
Skoro życie dano mi,
Niby powinienem żyć...
A ja tylko wiję się,
Choć człowiekiem zwiecie mnie.

Was nienawidze. Wy mnie ranicie.
Wam zawdzięczam psychikę, z którą ledwo mam życie;
Jednej Tobie, drugiej Tobie...
Każdej z was wyjebałbym chętnie we własnej osobie.
Lecz co mogę, uzależnienie
Niezpozwala na spełnienie
Tego, co niby bym chciał...
A jednak tak bym się bał...

Nie lubię oraz lubię,
Nienawidzę i wielbię,
Takim dziwnym stałem się,
Takim człowiekiem jestem.
Skoro życie dano mi,
Niby powinienem żyć...
A ja tylko wiję się,
Choć człowiekiem zwiecie mnie.

Wolny jestem, skrzydła mam,
Odlecieć daleko mogę,
Zostawić, czego nie chcę,
Zostawić tamten świat wam.
Co jednak zrobię,
Skoro narkotykiem
Ból zagłuszać muszę,
Mimo, że się duszę?
Co jednak zrobię,
Skoro narkotykiem
Tak się załatwiłem
I bez niego spłonę?

wtorek, 4 października 2011

Dobre chęci. Mimo porażek.

A teraz idź przed siebie
I patrz jak płonie świat,
Dawniej tak ważny Tobie,
Teraz pełen szmat.
Kości wciąż gorące,
Drzewa wciąż czerwone.
Spójrz, to Twoje ręce,
Mające dawać obronę,
Lecz niszczące wszystko -
- Takie zrobiłeś ognisko.
Miało być trochę ciepła,
Miało być trochę nieba.
Nie wyszło. Do piekła
Idziemy, pożre nas Gęba.
Mimo to nadzieje mamy,
Na zbawienie wciąż czekamy.
Ratuj życie, ratuj świat,
Idź na stwory, łap za gnat!
Rozpierdol wszystkie problemy,
Powybijaj wszelkie złości!
Nie rzucono jeszcze kości...
Masz wybór. Jaki, to wiemy.

poniedziałek, 3 października 2011

Daleko od Domu.

Kolejny dzień na tym karnawale dusz,
Kolejna noc kończy się tak szybko jak i zaczęła...
Wspomnienia me jak cienie, jak atrament na papierze.
Nie wygląda to na czas, kiedy bym mógł odnaleźć drogę do Domu...

I wszystko wygląda tak,
Jakby Niebo próbowało
Trzymać mnie zdala od siebie.

W wielu miejscach byłem, wiele rzeczy widziałem.
W głowie mej twarze, których już nigdy nie zobaczę...
W sercu miliony historii, które stworzyły miliardy roztrzaskanych marzeń.
Nie wygląda to na czas, kiedy bym mógł odnaleźć drogę do Domu...

I wszystko wygląda tak,
Jakby Niebo próbowało
Złamać mnie, zniszczyć mnie.
Wszystko wygląda tak,
Jakby Niebo próbowało
Trzymać mnie zdala od siebie,
Jak najdalej od siebie...

niedziela, 2 października 2011

Ikar.

Słońca za wiele, wypaliły się skrzydła.
Nadszedł czas upadać. W dole wody tafla,
Widzisz swe odbicie, zaraz się rozbijesz:
Psychikę roztrzaskasz, ciałem spokojnie utoniesz.

sobota, 1 października 2011

Groby.

Czas, marzenia...
Momenty cudnego zamyślenia...
Mijają, pękają
W pustym ciele duszy pełnej zwątpienia.
Coś wciąż ciągnie,
Nic nie ginie,
Wiara, miłość pozostają,
Dobrze się mają.

Odwiedzić je czasem trzeba,
Pomyśleć o tych z Nieba,
Ile zajęłoby dotarcie do nich, tam,
Do Królestwa bram.
Czy kiedykolwiek zobaczymy lica te,
Pogrążone w smutku przez wszystko co złe.
Co dadzą nam gdy sposobność będzie?
Będzie to słodki uśmiech, czy ostry cierń?

Znikają wspomnienia,
Chwile nie do przywrócenia.
Spadają, znikają
Pośród głębin studni zapomnienia.
Na obecną chwilę
Wiem, że się nie mylę,
Są one jeszcze wśród nas,
Nie zapomnimy o was.

Odwiedzić je czasem trzeba,
Pomyśleć o tych z Nieba,
Ile zajęłoby dotarcie do nich, tam,
Do Królestwa bram.
Czy kiedykolwiek zobaczymy lica te,
Pogrążone w smutku przez wszystko co złe.
Co dadzą nam gdy sposobność będzie?
Będzie to słodki uśmiech, czy ostry cierń?

Dajmy spokój im,
Wszystkim ludziom tym,
Bezlitosnym, nieuczciwym,
Niemyślącym, niewrażliwym.
Teraźniejszość ważna jest,
Trzymać w sobie strumień łez.
Przeszłość miejmy w sobie też,
Nie mówmy "Musisz, to leż".

Odwiedzić je czasem trzeba,
Pomyśleć o tych z Nieba,
Ile zajęłoby dotarcie do nich, tam,
Do Królestwa bram.
Czy kiedykolwiek zobaczymy lica te,
Pogrążone w smutku przez wszystko co złe.
Co dadzą nam gdy sposobność będzie?
Będzie to słodki uśmiech, czy ostry cierń?