wtorek, 29 listopada 2011

Całożyciowa jesień.

Idź już spać młody marzycielu,
Dla Ciebie specjalny prezent mam.
Skute lodem palce na plecy Ci dam.
Nie zaśniesz tak, jak spokojnych wielu.
Pomagasz wstać,
A sam upadasz.
Pomagasz zyć,
Sam nie potrafisz.
Nie martw się, u ludzi wszystko wporządku.
Mieli Cie w dupie od samego początku.
Z piachu się otrzepiesz, na nogi staniesz,
Nagle pod Ciebie pójdzie to, czego pragniesz.
I będziesz tak gonił,
Łzy gorzkie trwonił,
Maski zakładał,
Cudownie udawał,
Aż nadejdzie koniec Twego własnego świata.
Nie czekaj lata.

Idź już spać młody marzycielu,
Proroctwa Twe interesują niewielu,
Egoistą Cie nazywają, siebie nie oglądają.
Nawet własne myśli się Ciebie nie słuchają.

niedziela, 27 listopada 2011

Dziwcze serce.

To wszystko w domu się zaczęło,
Pieniędzy nie było,
Ojcu ręką się machnęlo
I matkę uderzyło.
Trzeźwości nie znał,
A ona oglądała
Bestialstwo, szał,
Uwagi zwracać nie chciała.
W podartym swetrze
Stojąc na wietrze
Przed rodziną się chowała,
Każdego dnia się tak bała,
Nie mówiła nikomu
Co dzieje się u niej w domu,
Kłamała, upadała,
Przed prawdą uciekała.
Żeby wyżyć kradła to,
Co podstawą było.
Ze łzami w oczach patrzyła
Gdy matka z bólu się wiła.
Jedna noc za drugą się ciągnęła
Póki dziewczyna wkońcu nie znknęła.

"Zapomnieć chcę siebie, uniknąć wspomnień swych,
Zapaść w głęboki sen, nigdy nie budzić się.
Nie patrz na mnie już tak, ja nie jestem z tych złych,
Po prostu życie moje obróciło się na dobre."

Do centrum, do lasu,
Zarobić było trzeba,
Nie marnowała czasu,
Nie gnębiła ją bieda.
Z każdym kolejnym dniem
Widząc na ścianie swój cień
O upadku swym myślała,
Tak bardzo żyć by chciała,
Rodzinę mieć,
Na mężczyźnie się oprzeć
I już nigdy nie pamiętać
Jak procent może opętać.
Ale kim była?
Jej głowa nie starczyła
Na ogarnięcie swej pozycji.
Nie chciała być dziwką z tradycji.
Jednego klienta miała stałego,
Który płacił za gadanie,
A nie za ruchanie,
Nie znała tego.
Pierwszy raz czuła, że się zakochała,
Szczęście miała, bo tego ta osoba chciała.

"Zapomnieć chcę siebie, uniknąć wspomnień swych,
Zapaść w głęboki sen, nigdy nie budzić się.
Nie patrz na mnie już tak, ja nie jestem z tych złych,
Po prostu życie moje obróciło się na dobre."

"Nie! Nie!
Już nigdy nie wrócę!
To koniec na zawsze,
Mosty zostały spalone.
Nie! Nie!
Wkońcu sobą jestem!
Dziwcze serce zamienione
W marzenie".

środa, 23 listopada 2011

Zakneblowany.

Urodzona optymistką
I w ten sposób żyła,
Celnie rzucała lotką,
Ciepłem wszystkim była.
Gdy potrzebowała,
To wody dawała...
Dobrem przesiąknięta,
Choć i w języku cięta.

Urodzona optymistką,
I w ten sposób żyła,
Zajęła się psią kostką,
Gdy ta z bólu się wiła.
Tęczę w oczach miała,
Tak słodko się śmiała...
Nieumalowana,
Nieraz potem zlana.

Urodzona optymstką
I w ten sposób żyła,
Choć było coś błachostką,
Potrafiła być miła.
Nieśmiała, a zaradna,
Lecz dotykała dna...
Przeszłością moją była,
Która się zagubiła.

środa, 16 listopada 2011

Bez przykładu.

Mam wyjebane
Na wszystkie świnie cfane,
Na cały ten świat,
Który gnębi mnie od lat.
Wyjebane mam
I nie jestem w tym sam,
Wielu podziela me zdanie,
Inni mówią "sranie w banie".
W mojej dupie się znajduje
Każdy kto się podlizuje,
Wkurwia mnie,
Także lamentowanie,
Wspomneń odgrzebywanie
I jej wypominanie.
Nie jestem małolatem,
Czy bezlitosnym katem,
Nie bede bez sensu szlochał
Ani losowo naskakiwał,
To nie ja,
Ja wyjebane mam.

Daj mi spokój, odpocząć chcę,
Uwolnić się,
Daj mi żyć!

Mam wyjebane
Na to co mi się stanie
Przez młodzieńcze zachowanie,
Picie, palenie, jaranie.
Wyjebane mam,
Że mówię ten chłam,
Aktualnie nie dbam o to,
Bo i ja jestem chołotą.
Wkurwia mnie
Polityczne kłamanie,
O poglądach nawijane,
A kasy ciągłe trzepanie.
Nie chce się
Istnieć w takim świecie,
Gdzie bez przerwy
Niby bez powodu puszczają nerwy.
Mam wyjebane,
Bo za młodą mam banie,
Nie bierzcie ze mnie przykładu,
Nie bierzecie przykładu.

Daj mi spokój, odpocząć chcę,
Uwolnić się.
Daj mi żyć!

Na ulicę kiedyś wkońcu będzie trzeba wyjść,
Rozpierdolić system, w którym musimy sie męczyć.
Chcemy godni być,
Chcemy godnie żyć,
Człowieczeństwa nie stracić!

sobota, 5 listopada 2011

Zakłócony balans.

Zaczynam słyszeć głosy,
Mówią mi, że wszystko wporządku, że wszystko ok.
Miota mną jak szatan...
Szatan.
Postać jest to straszna,
Lecz nie widzę aby ktoś przejmował się jakkolwiek nim.
Ale urwał...
Urwał.
Mimo zakazu Pana,
Buntownikiem się stał, obalić tę tyranię chciał.
Wiedz, że coś się dzieje...
Dzieje.

Dzieje się, aż za wiele,
Zakłócony balans!
I wszystko przeszkadza.
Dzieje się, ciągle dzieje,
Zakłocony balans!
Zabrakło prochów na spokój...

Czuję wulkan w sobie,
Uspokój mnie albo cokolwiek, bo będzie źle.
Różowa dupo złaź...
Złaź.
Nie kwestionuj tego,
Rób o co proszę, wiesz że w ten sposób będzie lepiej.
Daj kamienia...
Kamienia.
Rzuć we wroga pierwszy,
Jeśli sam nigdy nie zrobiłeś nikomu nic.
Wiedz, że coś się dzieje...
Dzieje.

Dzieje się, aż za wiele,
Zakłócony balans!
I wszystko przeszkadza.
Dzieje się, ciągle dzieje,
Zakłócony balans!
Zabrakło prochów na spokój...

To właśnie to, kreuje mnie,
Co przeżywać muszę,
Jak w świecie żyję.
Nic nie jest fair, wszystko jest true,
Nie uciekaj ode mnie, nie chcę być znowu sam!

Dzieje się, aż za wiele,
Zakłócony balans!
I wszystko przeszkadza.
Dzieje się, ciągle dzieje,
Zakłócony balans!
Siły brak.