To wszystko w domu się zaczęło,
Pieniędzy nie było,
Ojcu ręką się machnęlo
I matkę uderzyło.
Trzeźwości nie znał,
A ona oglądała
Bestialstwo, szał,
Uwagi zwracać nie chciała.
W podartym swetrze
Stojąc na wietrze
Przed rodziną się chowała,
Każdego dnia się tak bała,
Nie mówiła nikomu
Co dzieje się u niej w domu,
Kłamała, upadała,
Przed prawdą uciekała.
Żeby wyżyć kradła to,
Co podstawą było.
Ze łzami w oczach patrzyła
Gdy matka z bólu się wiła.
Jedna noc za drugą się ciągnęła
Póki dziewczyna wkońcu nie znknęła.
"Zapomnieć chcę siebie, uniknąć wspomnień swych,
Zapaść w głęboki sen, nigdy nie budzić się.
Nie patrz na mnie już tak, ja nie jestem z tych złych,
Po prostu życie moje obróciło się na dobre."
Do centrum, do lasu,
Zarobić było trzeba,
Nie marnowała czasu,
Nie gnębiła ją bieda.
Z każdym kolejnym dniem
Widząc na ścianie swój cień
O upadku swym myślała,
Tak bardzo żyć by chciała,
Rodzinę mieć,
Na mężczyźnie się oprzeć
I już nigdy nie pamiętać
Jak procent może opętać.
Ale kim była?
Jej głowa nie starczyła
Na ogarnięcie swej pozycji.
Nie chciała być dziwką z tradycji.
Jednego klienta miała stałego,
Który płacił za gadanie,
A nie za ruchanie,
Nie znała tego.
Pierwszy raz czuła, że się zakochała,
Szczęście miała, bo tego ta osoba chciała.
"Zapomnieć chcę siebie, uniknąć wspomnień swych,
Zapaść w głęboki sen, nigdy nie budzić się.
Nie patrz na mnie już tak, ja nie jestem z tych złych,
Po prostu życie moje obróciło się na dobre."
"Nie! Nie!
Już nigdy nie wrócę!
To koniec na zawsze,
Mosty zostały spalone.
Nie! Nie!
Wkońcu sobą jestem!
Dziwcze serce zamienione
W marzenie".