piątek, 30 sierpnia 2013

Słońce, kochanek Ziemi.

Niegdyś częścią Ziemi, po wielkim zderzeniu
Z prochu powstał Księżyc, zaradził cierpieniu
Samotnej, błękitnej teraz, naszej Ziemi,
Za sobą cudowne miliony wspólnych lat mieli.

Jednak Księżyc zimny, znany wciąż w połowie,
Nie chciał się odwracać, zasłaniał się mrokiem.
Ziemia ciągle grzana przyjacielem Słońce
W nim się zakochała, ukrywała rumieńce.

Mimo, że z daleka, to ciepła dawał wiele,
Dzień spędzał z nią cały, nocą miał wspomnienie,
Wieczorami wprawiał ją całą w wilgotność,
W jądrze zostawiając palącą samotność.

Księżyc raz za razem podejrzewał kłamstwa,
Nieraz się przyglądał zachowaniom Słońca,
Czasem go zasłaniał lśniąc niesamowicie,
Lecz na krótką chwilę. Nie mógł być na szczycie.

W dwóch się zakochała, dwie miłości miała,
Zdarzało się, że na Księżyc uwagi nie zwracała.
Powoli o jego wpływie na nią zapominała,
Jednakże odległości do żadnego nie zmieniała.

Przez całe lata oglądamy ten taniec
I żadne z trojga nie wykazuje chęci na koniec.
I tylko my, pasożyty na naszej Matce Ziemi
Wiemy, że ten kochanek na jej jednej nie kończy.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Modlitwa grzesznika.

Na zbłądzonej drodze klęczę i wyzywam
Anioły i demony za powietrze, którym oddycham,
Opuszczam głowę, w której wirują słowa
Nie oddające przekleństw, pod którymi się chowam,
Łańcuch przerwany, dziedzictwo zachwiane,
Ogniwa rozerwane, myśli popękane,
Stłuczone na miliony istnień moje oczy,
Darzyłem je zaufaniem. Nie widzę nocy.
Dłonie me zbłądziły szukając ciepła własnych łez,
Które wyryły w mej twarzy do świata lęk,
Wyżłobione koryta słonych strumieni
Sparzyły skórę gładką, pozbawiły mnie korzeni.
Popadłem w zamęt, ogarnęła mnie trwoga,
Krzyczałem w niebo głosy, obrażałem Boga,
"Jak mogłeś tak postąpić, jak mogłeś mnie zostawić,
Twego lichego miłosierdzia nie da się przetrawić!".
Na tej drodze obnażyłem ramiona,
Spadła na mą czuprynę cierniowa korona,
Zostałem naznaczony, zabiłem brata
Będącego moim odbiciem - zabiłem kata.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Ślepa uliczka.

Anulowany proces myślenia,
Pali się ziemia
I powietrze gorące
Wypełnia me płuca schnące,
Oddycham popiołem,
Który został po Tobie.
Odrzucam egoizmy
I odsłaniam swe blizny,
Nie wstydzę się pokory,
Nie będę od tego chory.
Zaznaczam na ciele
Pamięć po Aniele,
Który uczucia zdradził,
Choć sam się nimi prowadził.

Wszystkie wspomnienia związane są z uczuciami.
Radość i strach, miłości ból, nienawiści zew.
Obracam klepsydrę, skończył się Twój czas,
Na nowo w kierunku mety biegnę.

Czysta, wolna przestrzeń jest moim marzeniem,
Przemierzam Piekło, Niebo za jej znalezieniem,
Dotrę do końca tej przeklętej ścieżki
Tylko po to by przekonać się jaki jestem lekki,
Gdyż w Niebie szukając pokoju zostawiłem miecz,
Piekło chcąc minąć szybko zrzuciłem zbroję,
Zostawiłem symbol zadawania bólu,
Zostawiłem ochronę przed środkami bólu.
Lecz wracam się,
I nie oglądam się,
Podróż ma jeszcze nie skończona,
Wracam do swego grona
Złożonego
Z indywidualności,
W pełni niezależnego
Grona ciemności.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Niewysłane listy.

O bólu wojny, o żarze słońca,
O tym, jak wiele czasu jest do końca,
Tu wybuch bomby, tam pocisków świst,
Codzienna walka aby do domu wrócić.
"Och matko moja, zawiodłem siebie,
Oddałem życie w służbie w głupiej potrzebie,
Tęsknię za Tobą, tęsknię za domem,
Obiecuję, nie zginę w tym padole."

Wszystko jest inne gdy idziesz sam
Przez pola pokryte niewinnością ciał,
Wszystko się łamie, w proch się obraca,
Gdy widzisz jak kula w Twą stronę wraca.

O dobrych wiatrach, sztormie na morzu,
Niezapomnianych towarzyszach boju,
Piorunów błysk i grzmotów trzask
Są niczym w porównaniu do śmiertelnych fal.
"Och żono droga, teraz żałuję,
Wyruszyłem tak bardzo świeżo po ślubie,
Pochowałem braci, którzy jak ja
Pozostawili w tyle cały swój świat".

Wszystko jest inne gdy idziesz sam
Przez pusty statek, rozerwany w krótki czas,
Tak wielu druhów jeszcze noc wstecz
Bawiło się, zostało tylko wspomnienie.

Jak pszczoła za kwiatem,
Jak żeglarz za morzem,
Jak rycerz za bojem,
Jak żołnierz za domem,
Jak pustynia za deszczem,
Jak matka za dzieckiem,
Jak Anioł za Niebem...
Tęsknię.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Załoga bezimiennych.

To my, to my, ostatnia deska ratunku,
Zwracają się do nas gdy u innych nie ma pomyślunku,
Jesteśmy na szarym końcu, jesteśmy ostatni,
Pierwsi nigdy nie będziemy, my jesteśmyy ostatki.

Lekceważyć, kpić, pomiatać, besztać nas dowoli
Potrafią już wszyscy wkoło, jesteśmy w niedoli,
Gdy zawodzą wszyscy inni, jesteśmy wspaniali,
Najlepsi i wychwalani, a po chwili olewani.

Przyjaciół mieliśmy wielu, każdy nas zostawił,
Bo jesteśmy jedynymi, tak bardzo oryginalnymi,
Boją się z nami przebywać więcej niż potrzeba,
Wszyscy żeśmy się przyzwyczaili, nikt już nie nalega.

Strach zagląda w oczy ludziom, którzy nas poznali,
Strach przed odwdzięczeniem pomocy, którą otrzymali,
O błahostki nie prosimy, nie jesteśmy jak ci wszyscy,
Przez to zostajemy sami, odeszli już wszelcy bliscy.

To my, to my, załoga bezimiennych,
Samowystarczalna, pełna cech i uczuć cennych,
Lecz znieważana, odrzucana przez swoją lojalność,
Strach przed powiązanem z osobą, której opis to "inność".