wtorek, 27 listopada 2012

Krwawy szal szczęścia.

Pełen matowej czerni i skali szarości,
Analogowy grzejnik wokół-szyjny, ku ścisłości,
Ciepłem towarzyszy mi w jesienne dni,
Odznacza swą bliskość w wiele, wiele chwil.
Bez przerwy niedaleko, w zasięgu mego wzroku,
Wiem, że jest mi wierny, przy mnie na każdym kroku,
Przykrywa nieco ciała dodając pewność w mroku,
Frędzlowo zakończony, lecz jeden unikalny,
Mój jeden i mój własny, zawsze u mego boku,
A teraz, gdyby serce miał, wewnętrznie krwią splamiony.
Krew dobra, pełna chwały, podziwu, błyszczy srodze,
Spowija serce moje i kusi ku złej drodze,
Choć dobrze chce i pragnie bym pełnią radości kipiał,
Nie mogę jej pozwolić, gdyż wtedy będę cierpiał.
I szal mój, dnia jednego,
Stał się wspomnieniem tego,
Jak bardzo walczę w sobie
By nie być Twoim wrogiem.
I warkoczem frędzlowym
Sprawia, że wraz z nim jesteś
Ciepłem dla mnie wzorowym,
Oby na zawsze mym szczęściem.

czwartek, 22 listopada 2012

Czerwony krzyż.

Masa nieużytku
Z ludzkiego dobytku,
Koryta pełne krwi,
W której pieniądze się topi.
Swoimi brudnymi, świńskimi ryjami
Łapią ile wlezie, bo przecież nie oni sami
Chcą się otłuszczać.
Gotowi o pieniądz zabijać.
Czarna rewerenda,
Pod szyją koloratka,
"Pokaż ile jesteś wart
I na tacę wrzuć, bo czart
Cię pogoni, Bóg ukaże,
Wcale nie patrz ile ważę,
To, że w drzwiach się już nie mieszczę,
Nie wina wojny o kasę,
Ale wrzucaj już, no dawaj
I nic się nie zastanawiaj".

Świątynie wznoszone na naturalnych cmentarzach,
Ubogość i dieta w najnowszych beemkach, czy skodach.
"Pragnę Boga, nie religii", religia jest do dupy,
Wierzę w życie, Bóg mi świadkiem, że wziąłem się do kupy.

Bogiem mym nadwiara,
Nie istota nadzwyczajna,
Waszym są pieniądze,
Nisko po nie się schylacie,
Na grochu klękacie,
Bo mało było na tace.
Wiedzą wszelką tryskacie
O seksualności, rodzinie,
Co wy kurwa o tym wiecie?
Ja się pytam, co wy macie?
Duszę byście oddali
I jak Midas, dotykali
Plugawego wręcz robactwa,
Aby mieć złoto w swych mackach.
Krzyżem walczyć chcecie!
Symbolem, ogarniecie?!
Zatopić w krwi niewinnych
Krzyż z dumą noszony na szyi!

Świątynie wznoszone na naturalnych cmentarzach,
Ubogość i dieta w najnowszych beemkach, czy skodach.
"Pragnę Boga, nie religii", religia jest do dupy,
Wierzę w życie, Bóg mi świadkiem, że wziąłem się do kupy.

Ludzkość ogłupiana.
Plebania zakrapiana.
Dzieci poukrywane.
"Powołanie", tak zwane.
Brak pohamowania.
Miłość otumaniania.
Trzy proste stuki w blacik
I żaden z Ciebie grzesznik.

środa, 21 listopada 2012

Fin de siecle.

Póki nie rozświetlimy źródła ciszy tego świata,
Nie wyjdą z cienia istoty odpowiedzialne za otaczające nas mury.
I póki nie zostaną naznaczeni sprawcy dorobku opartego na niewinnych,
W ukryciu pozostaną grzechy chwalone przez bezkształtną masę pozbawioną racjonalnego myślenia.

Hierarchia potrzeb.

Do podstaw życia dorósł już tu każdy z nas,
Ta nauka nie poszła w las.
Ku wierzchołku piramidy ciężko dostać się,
Jakie imię nosi Twe wyzwanie?

Posiłek, woda tlen i sen,
Zależność, opieka, wygoda,
Więzi, miłość, afiliacje,
Zaufanie, wartość własna,
Samorealizacja...
Nie wiem czy dotrwam.

Aby osiągnąć własny cel,
To egoistą być muszę,
Nie mogę bać się o życie
Ode mnie niezależne.
Abym mógł zadbać o Ciebie,
Sam ustabilizować się
Muszę!
Muszę!
Nie można przecież pracować
Gdy strach nie daje Ci spać.

Posiłek, woda tlen i sen,
Zależność, opieka, wygoda,
Więzi, miłość, afiliacje,
Zaufanie, wartość własna,
Samorealizacja...
Wierzę, że dotrwam.

Do transcendencji dojrzeję
Gdy własne bolączki zniszczę
I na każdego przyjdzie czas,
Aż wkońcu świat już będzie nasz.
Empatia, wiedz, rozrywa mnie,
Jak granat co w sercu miałem.
Wybuch!
Wybuch!
Na kawałki rozniosę
Dla innych swe życie.

Posiłek, woda tlen i sen,
Zależność, opieka, wygoda,
Więzi, miłość, afiliacje,
Zaufanie, wartość własna,
Samorealizacja...
Zginę lub dotrwam.

W swych dłoniach trzymasz ogień,
Nigdy nie oddasz go.
Ogień, którego płomień
Nie zwróci się przeciwko.

poniedziałek, 19 listopada 2012

O rosnącym napięciu.

Nie dajesz wyboru innego niż pielęgnacja,
Dbanie o własny zad, rodzenie w sobie złości.
Poza życiem, które dane, niewielka jest Twoja racja,
Od Twych chorych idei człowieka już bolą kości.
Nic nie robisz, nic!
Nic, by w szczęściu być,
Nic, by w miłości spokojnej trwać,
Samemu trzeba się starać
O cierpliwość i próby zrozumienia,
Akceptowanie czegoś, co od dziecka się nie zmienia
Mimo słów łagodzących,
Tekstów uczucia poruszających,
Nic!
Czy tak ma być?
Czy dane jest, by żyć
W niepokoju, strachu, z nożem na gardle i gnić,
Poddając się Twemu gorszącemu popędowi
Do niszczenia najważniejszej grupy, do tych co domowi?
Wojna i opór wydostają się z moich ust,
Jestem piłą rozrywającą Twój do mego charakteru gust,
Ogniem palącym uszy,
Krzykiem docierającym z głuszy,
Lękiem do suszy
I huraganem co rozjuszy
Kłótnię o własny byt,
Bójkę kładącą wstyd.
Bitwę o honor, dumę,
Wojnę o godną trumnę!

sobota, 17 listopada 2012

Słowo.

Na początku było słowo,
Słowo chaos stworzyło,
Stworzyło szczęście i radość,
Radość zamieniało w miłość,
Miłość budowała zazdrość,
Zazdrość tworzyła nienawiść,
Nienawiść wyrażona słowem,
Słowem zwanym chaosem,
Chaosem kontrolowanym,
Kontrolowanym, zadbanym,
Zadbanym przez społeczeństwo,
Społeczeństwo było klęską,
Klęską się stało całe życie,
Życie odebrane ludziom,
Ludziom, co dobro kochają,
Kochają tworzone dobro,
Dobro wyrażane przez słowo,
Słowo co chaos stworzyło,
Stworzyło pustkę i złość,
Złość emocje kierowała,
Kierowała do zaniedbania,
Zaniedbania umysłów,
Umysłów chorych, do głów,
Głów potrzebujących wiary,
Wiary w przecudowne czary,
Czary mające dać coś,
Coś co miał mieć kiedyś ktoś,
Ktoś, kto powiedział, że słowo,
Słowo co chaos stworzyło,
Stworzyło do siebie lęk,
Lęk je pokonał, w tym sęk.

niedziela, 11 listopada 2012

Za życiem.


Będąc małym, pytałem ludzi co to znaczy "kochać",
Nie wiedziałem, dlaczego takie wszystko jest
Szare i rozmyte, dlaczego tutaj trwać
Tak wielu chce, co oznacza każdy gest.
Dorastałem i powoli rozumiałem
Po co człowiekowi wiara, miłość i chęć
Dążenia do celu, skąd się bierze tę siłę
Na utrzymanie w miejscu gdzie czeka śmierć
Okrutna jak kłamstwo złożone przed publiką,
Później odebrane wszystko na co pracujesz
I od nowa musisz walczyć i tak jak inni żyją,
Żyć skromnie, bo dla kogoś się tutaj utrzymujesz.

Więzi i korzenie
Zatrzymują tutaj nas,
Wiem, że kiedyś będę musiał odejść,
Nie o taką Ciebie walczył ludzi las,
Oddałaś się w ręce władcze
Chcące wyeksploatować każdą Twoją część
Mogącą dać zielonych trochę,
Nie o taką Ciebie walczył ludzi las.

Tłumy Cię żegnają i już nigdy nie wracają
Mimo trudów jakie podejmować próbowali,
To już koniec, jesteś upadłym Aniołem Światła,
Nie zwrócisz nam tego co zabrały przez Ciebie ich macki,
Wielu Cię kocha i wielu nienawidzi lub udaje
I nowym bytem gdzie indziej się szczyci,
Ale nie ma to jak w domu, każdy o tym wie,
Gdzieś głęboko ukrywa o wolnej Tobie sny,
Bez oszczerstwa, bez chamstwa, politycznego łgarstwa,
Dlaczego rządzi Tobą świńska wybiórcza garstka?
Nie odpowiesz i choć Ci wstyd, to wkońcu utoniesz
I nic nie da, że w milionach serc płoniesz.

Więzi i korzenie
Zatrzymują tutaj nas,
Wiem, że kiedyś będę musiał odejść,
Nie o taką Ciebie walczył ludzi las,
Oddałaś się w ręce władcze
Chcące wyeksploatować każdą Twoją część
Mogącą dać zielonych trochę,
Nie o taką Ciebie walczył ludzi las.

sobota, 10 listopada 2012

Żal.

Jeden jedyny raz chciałem po swojemu tak,
Mieć na wszystko wyjebane, aby nie liczył się świat,
Tylko w domu ja i nie całkiem sam,
Cała grupa, wielka biba, świat oszalał, dajcie piwa!
Bez sprawiania problemów,
Używania brzydkich słów,
Bez robienia wyrzutów
I nie deptając butów,
Tak spokojnego człowieka w klatce uczuć zamykasz,
Na tle takiego dobra jednej zachcianki odmawiasz?
Jeden jedyny raz chciałem po swojemu tak,
Mieć na wszystko wyjebane, aby nie liczył się świat,
Tylko w domu ja i nie całkiem sam,
Cała grupa, wielka biba, świat oszalał, dajcie piwa!
Na ciągłym posłuszeństwie,
Zabierając tak szczęście...
I na palca skinienie,
Wstrzykując w łeb cierpienie!
To gorzka substancja, jak smoła czarna, gęsta, w chuj bolesna,
Piecze, żyły ściska, od wewnątrz rozrywa, una vez mas!
Jeden jedyny raz chciałem po swojemu tak,
Mieć na wszystko wyjebane, aby nie liczył się świat,
Tylko w domu ja i nie całkiem sam,
Cała grupa, wielka biba, świat oszalał, dajcie piwa!
Opuszczam głowe,
Więcej Ci nie powiem.

czwartek, 8 listopada 2012

Una Vez Mas.

W takie dni jak ten, pytam o swą drogę,
Myślę co mam robić, jakie życie prowadzić,
Czy lepiej pozostać w sobie, czy działać póki mogę?
Moknąc w zimnym deszczu sam muszę sobie doradzić.
Daleko od rzeczywistości wybiegają me myśli
I wiara, wyobraźnia w marzenia czasem je skupiają w realności.

I co teraz?
Którą podążać trasą,
Dlaczego nic nie jest ani czarne, ani białe?

Przed ogromem morza stoję, z wiatrem w twarz,
Obserwuję jak fale wyrzucają na brzeg ludzi
Zmęczonych dążeniem do celu, wstają i patrz,
Idą gdzieś, mijają mnie, każdy myśleniem się trudzi
"Morze Niespełnionych Marzeń, czemu znów oddajesz mnie?
Samotnego, bez swych marzeń, pochłonąłeś wszystkie je."

wtorek, 6 listopada 2012

Alma y Fuego.

Upadłem i się połamałem,
Zostałem rozbity i się roztrzaskałem.
W miliony szczątków się obróciłem,
W kawałeczki szkła się zamieniłem.
Nie żyłem.
Nie żyję jeszcze bardziej.
Przygniótł mnie społeczny głaz.
Stało się to raz,
Stanie i kolejny.
Chodź, dawaj się przejedźmy,
W ciszy do cierni się przytulimy,
Przecież oboje tak to lubimy.
Duszo, nie wstydź się,
I tak nie ma już mnie,
Tyś jest Alma, ja - Fuego,
Razem nie zdziałamy już nic wielkiego.
Zatrzęsiemy najwyżej ziemią,
Gdy się rozpadnie, wszędzie będzie niebo.

niedziela, 4 listopada 2012

Z umiarkowaniem.

Czas spowalnia, lecz nie zatrzyma się,
Nie schowa, nie ucieknie,
Nie ominie łukiem szerokim,
A przeszyje na wskroś i człowiek stanie się nikim.
Uwaga zawsze warta,
Nie daj iść do czarta,
Ale i nie rozpieszczaj, gdyż obrócić się może
I dźgnąć Cię ostro nożem,
I nic więcej nie zrobisz,
Zniszczysz swym dobrem życie, o które wciąż tak walczysz.

Suicide of Life.

There was a time of you and I,
The whole world had nothing to hide
And everything that replaced us
Is a timeline covered in dust.

Smell of sacrifice,
Greetings from my heart.
One does not simply be alive
With emptiness filling all you've got.

There was a time of living a lie,
The whole world had to die
And everything that replaced it
Has died this morning, that's a whole story.

sobota, 3 listopada 2012

Dialog.

- Pete, daj już sobie spokój.
  Czego byś nie zrobił, nie zmienisz drugiego człowieka;
  Nie zmienisz siebie.
  Skup się na sobie.
- Nie potrafię.
  Jebana empatia, na siłę zachowuję się wbrew swej naturze.
  Nawet gdybyśmy i ja i ktoś mieli to samo do zrobienia...
  Pomogę, a sam swojego nie zrobię.
- Wiesz, że jesteś tak dobry wobec innych, że zły wobec siebie?
- Jestem tego świadom.
- Zmień to.
- A dopiero było "nie zmienisz siebie"...
- Ale to co innego.
- Nie, to nie jest co innego.
  Co innego to ja, moje aktualne zachowania.
  Chociaż w sumie, kiedy ja jestem sobą?
  Chyba nie mam świadomości własnej tożsamości.
- Pete, to nie jest normalne.
- A co jest normalne?
  Głodówka? Używki? Wojny w imię Boga? Zadawanie bólu, zabijanie?
- No nie...
- Nic nie jest normalne. Są tylko rzeczy tolerowane i/lub akceptowane.
- W sumie masz rację.
- Wiem coraz więcej o życiu innych, o psychice, działaniach, postępowaniach ludzkich...
  Ale coraz mniej wiem o sobie.
- Zrób coś z tym.
- Zrobiłem. Mimo ciągłem wojny między mną, a Tobą, zaakceptowałem siebie.
- I jak, lepiej?
- Przeciwnie, gorzej. Lecz innej możliwości nie było.
- Ehh...
- A Ty? Gdyby tak być na moim miejscu?
- Nie wiem...
- Właśnie. A ja już podjąłem jakieś kroki.
- To nie zmienia Twojej empatii wobec znajomych, "bliskich".
- Dam radę. Pobędę raz sobą, raz nie.
  Wkońcu się wykończę psychicznie i będzie luz.
  Chyba, że nastąpi samoistnie jakaś zmiana.
- O to w tym wszystkim chodzi? Żeby się wykończyć?
- Chodzi o to, by stworzyć sobie coś z niczego.
  Żyjąc w całkowitej pustce, w próżni, tworzę sobie jakiś punkt.
  Jakąć nadzieję, jakiś obiekt wiary. W stosunku do kogoś.
  I dzięki temu wciąż żyję. Mam nadzieję i wierzę w innych.
  Ludzie porzebują pomocy. Ja im ją daje i podtrzymuję przy okazji siebie.
- A co jak ktoś odrzuci Twoją pomoc?
- To zależy kto.
- Ktoś ważny?
- Gdybyś ktoś nie był ważny, to bym nie oferował pomocy.
  No ale po odrzuceniu jest mi przykro, źle, czuję się niepotrzebny no.
- Poddajesz się wtedy, czy nadal coś próbujesz?
- Przeważnie mam "niedostatek" wiary i nadziei, więc ponawiam w stosunku do bliższych osób.
- I znów jest to samo?
- W 99%.
- Nie jest to dla Ciebie męczące?
  Robić sobie nadzieję, że ktoś przyjmie Twoją pomoc, a potem cierpieć, bo odrzucono. To jest głupie.
- Tak, to głupie. To nie jest normalne. Ale mówiłem coś na ten temat wcześniej.
- Pamiętam.
- Nie mam innego sposobu na życie.
  Nie jestem jak większość.
  Alę dzięki swojej głupocie, możemy teraz ze sobą rozmawiać.
  Tylko dzięki mojemu głupiemu podejściu do siebie, podtrzymaniu własnego bytu tutaj.
- Rozumiem.
- Nie rozumiesz.
- Dobra, fakt, nie rozumiem. Nieważne.
- Prawda. Nieważne, nie musisz rozumieć, ani przejmować się mną.
- Czemu? Bo nie potrzebuję pomocy?
- Bo jesteś mną. Ta rozmowa odbywa się tylko w mojej głowie.
- Aa... Więc nie pomożesz mi w niczym?