- Pete, daj już sobie spokój.
Czego byś nie zrobił, nie zmienisz drugiego człowieka;
Nie zmienisz siebie.
Skup się na sobie.
- Nie potrafię.
Jebana empatia, na siłę zachowuję się wbrew swej naturze.
Nawet gdybyśmy i ja i ktoś mieli to samo do zrobienia...
Pomogę, a sam swojego nie zrobię.
- Wiesz, że jesteś tak dobry wobec innych, że zły wobec siebie?
- Jestem tego świadom.
- Zmień to.
- A dopiero było "nie zmienisz siebie"...
- Ale to co innego.
- Nie, to nie jest co innego.
Co innego to ja, moje aktualne zachowania.
Chociaż w sumie, kiedy ja jestem sobą?
Chyba nie mam świadomości własnej tożsamości.
- Pete, to nie jest normalne.
- A co jest normalne?
Głodówka? Używki? Wojny w imię Boga? Zadawanie bólu, zabijanie?
- No nie...
- Nic nie jest normalne. Są tylko rzeczy tolerowane i/lub akceptowane.
- W sumie masz rację.
- Wiem coraz więcej o życiu innych, o psychice, działaniach, postępowaniach ludzkich...
Ale coraz mniej wiem o sobie.
- Zrób coś z tym.
- Zrobiłem. Mimo ciągłem wojny między mną, a Tobą, zaakceptowałem siebie.
- I jak, lepiej?
- Przeciwnie, gorzej. Lecz innej możliwości nie było.
- Ehh...
- A Ty? Gdyby tak być na moim miejscu?
- Nie wiem...
- Właśnie. A ja już podjąłem jakieś kroki.
- To nie zmienia Twojej empatii wobec znajomych, "bliskich".
- Dam radę. Pobędę raz sobą, raz nie.
Wkońcu się wykończę psychicznie i będzie luz.
Chyba, że nastąpi samoistnie jakaś zmiana.
- O to w tym wszystkim chodzi? Żeby się wykończyć?
- Chodzi o to, by stworzyć sobie coś z niczego.
Żyjąc w całkowitej pustce, w próżni, tworzę sobie jakiś punkt.
Jakąć nadzieję, jakiś obiekt wiary. W stosunku do kogoś.
I dzięki temu wciąż żyję. Mam nadzieję i wierzę w innych.
Ludzie porzebują pomocy. Ja im ją daje i podtrzymuję przy okazji siebie.
- A co jak ktoś odrzuci Twoją pomoc?
- To zależy kto.
- Ktoś ważny?
- Gdybyś ktoś nie był ważny, to bym nie oferował pomocy.
No ale po odrzuceniu jest mi przykro, źle, czuję się niepotrzebny no.
- Poddajesz się wtedy, czy nadal coś próbujesz?
- Przeważnie mam "niedostatek" wiary i nadziei, więc ponawiam w stosunku do bliższych osób.
- I znów jest to samo?
- W 99%.
- Nie jest to dla Ciebie męczące?
Robić sobie nadzieję, że ktoś przyjmie Twoją pomoc, a potem cierpieć, bo odrzucono. To jest głupie.
- Tak, to głupie. To nie jest normalne. Ale mówiłem coś na ten temat wcześniej.
- Pamiętam.
- Nie mam innego sposobu na życie.
Nie jestem jak większość.
Alę dzięki swojej głupocie, możemy teraz ze sobą rozmawiać.
Tylko dzięki mojemu głupiemu podejściu do siebie, podtrzymaniu własnego bytu tutaj.
- Rozumiem.
- Nie rozumiesz.
- Dobra, fakt, nie rozumiem. Nieważne.
- Prawda. Nieważne, nie musisz rozumieć, ani przejmować się mną.
- Czemu? Bo nie potrzebuję pomocy?
- Bo jesteś mną. Ta rozmowa odbywa się tylko w mojej głowie.
- Aa... Więc nie pomożesz mi w niczym?