Impreza szalała, a ona siedziała,
O diable swym wiernym bez przerwy myślała,
Jak mogła zostawić go dla ludzi tych?
Za późno dostrzegła, że nie obchodzi ich.
W dłoni telefon, na sygnał czekała,
Mimo że to ją tak tęsknota nękała.
Ona była winna, przez nią był sam,
Lecz przez dumę mówiła o nim "cham".
Już zazdrościła, w głowie ją męczyły
Wizje zdrady, wyobrażenia gnębiły.
Wtem sms'a krótkiego dostała:
"Wyjdź proszę na dwór, Ty moja mała".
W jednej chwili oczy ręką zakryła,
Ze łzami zbiegła. Gdy go zobaczyła,
Wierzyć nie chciała w tę kulę czerwoną,
Którą jej podawał. Zaskoczył ją sobą.
Z nim już została. Z nim się zabrala.
Wsiadła do auta, do niego jechała.
Mowę jej odebrało gdy się okazało,
Co przed domem na nią jedyną czekało:
W okręgu anioły w śniegu zrobione
I w płatkach róży delikatnie zatopione,
Wszystkie się słodko do niej uśmiechały,
Zdawało się, że dla niej ożywały...
Jak się zachować kompletnie nie wiedziała,
On jednak czuł czego potrzebowała.
Podszedł spokojnie, mocno przytulił,
W czoło pocałował. I mocniej ją wtulił.
Mogli tak stać do końca swych chwil,
Gdyby zapomniała o Unimil Skyn.
Z błyskiem w oku wyjęła, pokazała,
Za rękę go do jego domu zabrała,
A co dalej było, to nie niespodzianka,
Lecz o takich rzeczach nie mówią w ładnych bajkach.