sobota, 31 grudnia 2011

Opowiadanie konkursowe.

Impreza szalała, a ona siedziała,
O diable swym wiernym bez przerwy myślała,
Jak mogła zostawić go dla ludzi tych?
Za późno dostrzegła, że nie obchodzi ich.
W dłoni telefon, na sygnał czekała,
Mimo że to ją tak tęsknota nękała.
Ona była winna, przez nią był sam,
Lecz przez dumę mówiła o nim "cham".
Już zazdrościła, w głowie ją męczyły
Wizje zdrady, wyobrażenia gnębiły.
Wtem sms'a krótkiego dostała:
"Wyjdź proszę na dwór, Ty moja mała".
W jednej chwili oczy ręką zakryła,
Ze łzami zbiegła. Gdy go zobaczyła,
Wierzyć nie chciała w tę kulę czerwoną,
Którą jej podawał. Zaskoczył ją sobą.
Z nim już została. Z nim się zabrala.
Wsiadła do auta, do niego jechała.
Mowę jej odebrało gdy się okazało,
Co przed domem na nią jedyną czekało:
W okręgu anioły w śniegu zrobione
I w płatkach róży delikatnie zatopione,
Wszystkie się słodko do niej uśmiechały,
Zdawało się, że dla niej ożywały...
Jak się zachować kompletnie nie wiedziała,
On jednak czuł czego potrzebowała.
Podszedł spokojnie, mocno przytulił,
W czoło pocałował. I mocniej ją wtulił.
Mogli tak stać do końca swych chwil,
Gdyby zapomniała o Unimil Skyn.
Z błyskiem w oku wyjęła, pokazała,
Za rękę go do jego domu zabrała,
A co dalej było, to nie niespodzianka,
Lecz o takich rzeczach nie mówią w ładnych bajkach.

sobota, 24 grudnia 2011

Ponad wszystkim dookoła.

Między chmurami
I nad górami,
Wysoka budowla wznosi się.
Czuję się mały,
Ona ze skały,
Ja żem tylko marzeń zlepkiem.
Wchodzę do niej,
W oczach ciemniej,
Uszy me przeszywa jedynie strach.
Wielka Nadzieja
Zwie się budowla,
A zrujnowana, wypełnia ją pustka.

czwartek, 8 grudnia 2011

Zapałczane marzenia.

Setki sposobów na nienawiść,
Tysiące na miłość;
Wszędobylska złość,
Międzyludzka zawiść.
Życiowe cierpienie,
Które daje mi wene
Jest moją prawą ręką,
Lecz także i udreką.
Zniszczyć wszystko potrafię,
Namieszać w każdej sprawie,
Jednak i pomóc umiem;
Wszystkim, tylko nie mnie.

Noce mam bezsenne,
Kim powinienem być?
Diabłowi ciało me wierne,
W nadzieji by móc żyć?
Kiedyś w desperacji
Przez brak tolerancji
Sprzedam swoją duszę.
Kij, że się uduszę.
Będę mógł się cieszyć,
Będę mógł się śmiać,
Miłości doświadczyć,
Mieć życie, kurwa mać!

Chwiejnym krokiem idę
Po papierowym moście
Bawiąc się zapałkami -
- Są mymi marzeniami.
Rozrzucam je wkoło,
Skończy się być wesoło
Gdy któraś nie zgaśnie
I grunt pode mną trzaśnie.