środa, 26 grudnia 2012

Się.

Oskarżasz o głupotę, irytując się.
Nie tłumaczysz myśli, wywyższasz się.
Trzymasz mnie z daleka, oddalasz się.
Uciekasz od rozmów. Czy wstydzisz się?
Nie chcę powrotów więcej, męczę się.
Nie chcę ponownie próbować, nudzę się.
Samotność w staraniach ogłupia, kryję się.
Samotność w działaniach zatruwa, kończę się.
Stabilność, rzeczą którą w życiu ceni się.
Wierność i zaufanie, na które pracuje się.
Wierność i zaufanie, które w mig zepsuć da się.
Błędy i słowa, do których ciężko przyznać się.

Moja mała bestia.

W moim świecie jesteś bestią,
Dzielisz się ze mną sugestią,
Gustami się wymieniamy,
Wciąż coraz lepiej się znamy.

W Twoim świecie jestem kimś,
Lecz nie wiem kim, jestem czymś
W rodzaju znanym Twej głowie.
Pokręciłem to, nie powiesz?

środa, 19 grudnia 2012

Koniec świata.

Może Cię ogarnąć uczucie niespełnienia,
Przeszywający lęk przed zakończeniem istnienia.
Tak nagłe, choć teraz dla tak wielu nieistotne,
Zakończenie, dla każdego prawdopodobne.

Idziesz od lat ścieżką, którą piszesz sam,
Twoje dni tak różne, każdy jak papieru kartka,
Uchodzisz za żywy świat, za element życia,
A próżność Twa daje Ci pustkę do zdobycia.

Kiedyś będę Thorem, ku górze młot swój wzniosę,
Sprowadzę rozrywającą nicość błyskawicę.
Kiedyś będę ogniem zrzuconym przez Aniołów
I spalę wszystkie kłamstwa dodawane do uczuć.

Ogrody białe, piękne wiszą nam nad głowami,
Wędrują tam, wysoko ponad naszymi słowami.
Leniwe, nieskażone, póki ludzkość nie zaznała
Bliskości Boga, który dawniej nas za to pokarał.

Nikną w oczach naszych problemy dookoła,
Ginie altruizm, wdzięczność; każdy robi za woła.
Z czasem zostawiamy Matkę, co nas poczęła -
Ziemię, którą zbudowaliśmy na podstawie Piekła.

wtorek, 18 grudnia 2012

Serca kształt.

W radości miękkie, delikatne,
Jak poduszka przyjmuje
Każde ciepło, dobro,
Lecz gdy nadchodzi zło
Przybiera postać kamienia,
Kuloodpornego serca,
Zamyka się na skrzydła
I ostre jest na słowa jak igła.

Serce, którego czynów nigdy nie ogarnę
Zmienia się wraz z uczuciami.
Pragnę...
Niewalczyć z jego odwiedzinami.

Kształt wolności, kształt wiary,
Kształt twardziela co ma dziary,
Kształt śmietnika, martwego królika,
Kształt męczennika,
Kształt oczu, kształt duszy,
Kształt wiatru, który suszy,
Kształt nieskończoności,
Kształt miłości.

Serce, którego czynów nigdy nie ogarnę
Zmienia się wraz z uczuciami.
Pragnę...
Niewalczyć z jego odwiedzinami.

Odwiedza mnie w myślach,
W psychice figle płata,
Po nim odziedziczam
Wszystko złe co mnie otacza!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Pytania.

Zabłąkane i niechciane.
Pytania, na które odpowiedzi nie dostanę.
Niewyraźnie splątane.
Pytania, co boją się być wypowiedziane.
Splamione goryczą.
Pytania, które w przyszłość chichoczą.
Polane nienawiścią.
Pytania, w twarz uderzające pięścią.

O cel życiowej drogi,
O pięknej tęczy progi,
O tego, kto złowrogi,
O przyjaciół, ich rogi,
O uśmiech promienisty
I umysł nagle mglisty,
I o mnie i o Ciebie,
Czy spotkamy się w Niebie.

czwartek, 13 grudnia 2012

Wyjście z pustki.

Daj skrzydłom odrosnąć,
Nie mąć wzrokiem w myślach swych.
Nie pozwól już palcom schnąć,
Głodnych łez szczęścia wilgotnych.

Daj zmysłom odpocząć,
Nie top oddechu w kałuży krwi.
Nie pozwól smutkom się począć,
Rwących łono serca drzwi.

Daj sobie nadzieję,
Nie krocz lodem ponad kośćmi.
Nie pozwól w sobie siać zawieję,
Kruszącą ciało ze złości.

środa, 12 grudnia 2012

Myśl.

Zdawać by się mogło
Historia zatacza koło,
Sytuacje, komplikacje,
Różne społeczne wariacje,
Przyczyny ciągle szukamy,
A siebie wcale nie znamy,
Ślepcy próżni, ludzie cienia,
Czasem głusi do omdlenia.
O potędze marzy wielu,
Garstka z nich brnie wciąż do celu,
Po trupach sięgają nieba,
Odbierają innym chleba,
Przez lat setki i tysiące
Te same słowa mącące
W uszach grupy zwanej plebsem,
Przyznaję, że sam w niej jestem.
Stawić czoła nieraz trzeba,
Głowę swą masz od myślenia,
Nie czekaj słońca promienia
Jeśli w chwilę zapomnienia
Wrzucasz błędy i wypadki,
To nie przypadkowe wpadki.
Człowiek to istota stadna,
Oddzielając się dotkniesz dna,
Nie wymagaj nigdy czegoś,
Gdy sam niezrobiłbyś tego,
Przykładem bądź swoim własnym,
Idol sprawi mózg Twój ciasnym.
Walcz łzami, krwią i słowami
By nie ogłupieć, ścianami
Odgradzaj się od szyderstwa,
Od pustego człowieczeństwa.
Idź do przodu, czasem stawaj,
Przemyśl czy to nie zabawa,
Gdy ktoś pomoc ofiaruje.
Może ostrzem już celuje.
Bądź sam sobie zaufanym,
Bądź dla innych zaufanym
Albo jednym z tych co niosą
Reszcie kule gówna złotą.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Wystarczy jedna nuta.

Oddaję swe ciało, oddaję swe zmysły,
Wypełnia mnie rozkosz, budzi się we mnie spokój,
Zażywam dźwięku zabijając duszy pustki,
Ogarnia mnie muzyka, cały ten świat jest mój.
Muzyka daje siłe, daje wiare, daje mnie,
Dzięki niej jestem, życie nie daje ulgi na słabość,
Czas spowalnia, oczy mdleją, pod powiekami brzmienie,
Nie okiełznam uczucia, którym żywie ją, miłość.
Bez Ciebie jak bez ręki, bez Ciebie jak bez serca,
Istniejesz wszędzie, wszędzie jest Twe stworzenie,
Pod postacią gatunków, blisko każdego człowieka
Oraz dźwięków, co wydawane są przez każde zwierzę.
Nie kłamiesz, nie zdradzasz, pozwalasz, nakłaniasz
Do życia, nie cierpisz i nic wcale nie wymagasz,
Ze smutkiem i z radością więcej sensu nabierasz,
Twemu dobremu wpływowi to ja, a nie Ty się kłaniasz.

sobota, 8 grudnia 2012

Odwiedziny.

Nie pamiętam nocy, które trwając weekend cały
Rozdzielały mnie od dobrych i złych wyrazów twarzy.

Teraz wszystko jest jedno,
Duch mój wtopiony w ciało,
Serce skażone nocą,
Tyś jest jedno słowo,
Wkoło Ciebie myśle,
Wkoło Ciebie snem wiruje.

Z głową swą w poduszce wybiegam do Twej nocy,
Znosze gorzką wyobraźnie, wbijam nóż w swoje powietrze.

Teraz gnębię swe oczy,
Każdy Twój obraz kroczy,
Serce skażone nocą,
Tyś jest jedną mocą,
Która karmi bólem,
Która karmi łzami, krwią i gruzem.

Dławię się myślami,
Sięgam do swej krtani,
Przebijam w niej słowa,
W uszy smołę wlewam,
Wzrok mrozem katuję,
Niemy, głuchy, ślepy, lecz wciąż czuję.

wtorek, 27 listopada 2012

Krwawy szal szczęścia.

Pełen matowej czerni i skali szarości,
Analogowy grzejnik wokół-szyjny, ku ścisłości,
Ciepłem towarzyszy mi w jesienne dni,
Odznacza swą bliskość w wiele, wiele chwil.
Bez przerwy niedaleko, w zasięgu mego wzroku,
Wiem, że jest mi wierny, przy mnie na każdym kroku,
Przykrywa nieco ciała dodając pewność w mroku,
Frędzlowo zakończony, lecz jeden unikalny,
Mój jeden i mój własny, zawsze u mego boku,
A teraz, gdyby serce miał, wewnętrznie krwią splamiony.
Krew dobra, pełna chwały, podziwu, błyszczy srodze,
Spowija serce moje i kusi ku złej drodze,
Choć dobrze chce i pragnie bym pełnią radości kipiał,
Nie mogę jej pozwolić, gdyż wtedy będę cierpiał.
I szal mój, dnia jednego,
Stał się wspomnieniem tego,
Jak bardzo walczę w sobie
By nie być Twoim wrogiem.
I warkoczem frędzlowym
Sprawia, że wraz z nim jesteś
Ciepłem dla mnie wzorowym,
Oby na zawsze mym szczęściem.

czwartek, 22 listopada 2012

Czerwony krzyż.

Masa nieużytku
Z ludzkiego dobytku,
Koryta pełne krwi,
W której pieniądze się topi.
Swoimi brudnymi, świńskimi ryjami
Łapią ile wlezie, bo przecież nie oni sami
Chcą się otłuszczać.
Gotowi o pieniądz zabijać.
Czarna rewerenda,
Pod szyją koloratka,
"Pokaż ile jesteś wart
I na tacę wrzuć, bo czart
Cię pogoni, Bóg ukaże,
Wcale nie patrz ile ważę,
To, że w drzwiach się już nie mieszczę,
Nie wina wojny o kasę,
Ale wrzucaj już, no dawaj
I nic się nie zastanawiaj".

Świątynie wznoszone na naturalnych cmentarzach,
Ubogość i dieta w najnowszych beemkach, czy skodach.
"Pragnę Boga, nie religii", religia jest do dupy,
Wierzę w życie, Bóg mi świadkiem, że wziąłem się do kupy.

Bogiem mym nadwiara,
Nie istota nadzwyczajna,
Waszym są pieniądze,
Nisko po nie się schylacie,
Na grochu klękacie,
Bo mało było na tace.
Wiedzą wszelką tryskacie
O seksualności, rodzinie,
Co wy kurwa o tym wiecie?
Ja się pytam, co wy macie?
Duszę byście oddali
I jak Midas, dotykali
Plugawego wręcz robactwa,
Aby mieć złoto w swych mackach.
Krzyżem walczyć chcecie!
Symbolem, ogarniecie?!
Zatopić w krwi niewinnych
Krzyż z dumą noszony na szyi!

Świątynie wznoszone na naturalnych cmentarzach,
Ubogość i dieta w najnowszych beemkach, czy skodach.
"Pragnę Boga, nie religii", religia jest do dupy,
Wierzę w życie, Bóg mi świadkiem, że wziąłem się do kupy.

Ludzkość ogłupiana.
Plebania zakrapiana.
Dzieci poukrywane.
"Powołanie", tak zwane.
Brak pohamowania.
Miłość otumaniania.
Trzy proste stuki w blacik
I żaden z Ciebie grzesznik.

środa, 21 listopada 2012

Fin de siecle.

Póki nie rozświetlimy źródła ciszy tego świata,
Nie wyjdą z cienia istoty odpowiedzialne za otaczające nas mury.
I póki nie zostaną naznaczeni sprawcy dorobku opartego na niewinnych,
W ukryciu pozostaną grzechy chwalone przez bezkształtną masę pozbawioną racjonalnego myślenia.

Hierarchia potrzeb.

Do podstaw życia dorósł już tu każdy z nas,
Ta nauka nie poszła w las.
Ku wierzchołku piramidy ciężko dostać się,
Jakie imię nosi Twe wyzwanie?

Posiłek, woda tlen i sen,
Zależność, opieka, wygoda,
Więzi, miłość, afiliacje,
Zaufanie, wartość własna,
Samorealizacja...
Nie wiem czy dotrwam.

Aby osiągnąć własny cel,
To egoistą być muszę,
Nie mogę bać się o życie
Ode mnie niezależne.
Abym mógł zadbać o Ciebie,
Sam ustabilizować się
Muszę!
Muszę!
Nie można przecież pracować
Gdy strach nie daje Ci spać.

Posiłek, woda tlen i sen,
Zależność, opieka, wygoda,
Więzi, miłość, afiliacje,
Zaufanie, wartość własna,
Samorealizacja...
Wierzę, że dotrwam.

Do transcendencji dojrzeję
Gdy własne bolączki zniszczę
I na każdego przyjdzie czas,
Aż wkońcu świat już będzie nasz.
Empatia, wiedz, rozrywa mnie,
Jak granat co w sercu miałem.
Wybuch!
Wybuch!
Na kawałki rozniosę
Dla innych swe życie.

Posiłek, woda tlen i sen,
Zależność, opieka, wygoda,
Więzi, miłość, afiliacje,
Zaufanie, wartość własna,
Samorealizacja...
Zginę lub dotrwam.

W swych dłoniach trzymasz ogień,
Nigdy nie oddasz go.
Ogień, którego płomień
Nie zwróci się przeciwko.

poniedziałek, 19 listopada 2012

O rosnącym napięciu.

Nie dajesz wyboru innego niż pielęgnacja,
Dbanie o własny zad, rodzenie w sobie złości.
Poza życiem, które dane, niewielka jest Twoja racja,
Od Twych chorych idei człowieka już bolą kości.
Nic nie robisz, nic!
Nic, by w szczęściu być,
Nic, by w miłości spokojnej trwać,
Samemu trzeba się starać
O cierpliwość i próby zrozumienia,
Akceptowanie czegoś, co od dziecka się nie zmienia
Mimo słów łagodzących,
Tekstów uczucia poruszających,
Nic!
Czy tak ma być?
Czy dane jest, by żyć
W niepokoju, strachu, z nożem na gardle i gnić,
Poddając się Twemu gorszącemu popędowi
Do niszczenia najważniejszej grupy, do tych co domowi?
Wojna i opór wydostają się z moich ust,
Jestem piłą rozrywającą Twój do mego charakteru gust,
Ogniem palącym uszy,
Krzykiem docierającym z głuszy,
Lękiem do suszy
I huraganem co rozjuszy
Kłótnię o własny byt,
Bójkę kładącą wstyd.
Bitwę o honor, dumę,
Wojnę o godną trumnę!

sobota, 17 listopada 2012

Słowo.

Na początku było słowo,
Słowo chaos stworzyło,
Stworzyło szczęście i radość,
Radość zamieniało w miłość,
Miłość budowała zazdrość,
Zazdrość tworzyła nienawiść,
Nienawiść wyrażona słowem,
Słowem zwanym chaosem,
Chaosem kontrolowanym,
Kontrolowanym, zadbanym,
Zadbanym przez społeczeństwo,
Społeczeństwo było klęską,
Klęską się stało całe życie,
Życie odebrane ludziom,
Ludziom, co dobro kochają,
Kochają tworzone dobro,
Dobro wyrażane przez słowo,
Słowo co chaos stworzyło,
Stworzyło pustkę i złość,
Złość emocje kierowała,
Kierowała do zaniedbania,
Zaniedbania umysłów,
Umysłów chorych, do głów,
Głów potrzebujących wiary,
Wiary w przecudowne czary,
Czary mające dać coś,
Coś co miał mieć kiedyś ktoś,
Ktoś, kto powiedział, że słowo,
Słowo co chaos stworzyło,
Stworzyło do siebie lęk,
Lęk je pokonał, w tym sęk.

niedziela, 11 listopada 2012

Za życiem.


Będąc małym, pytałem ludzi co to znaczy "kochać",
Nie wiedziałem, dlaczego takie wszystko jest
Szare i rozmyte, dlaczego tutaj trwać
Tak wielu chce, co oznacza każdy gest.
Dorastałem i powoli rozumiałem
Po co człowiekowi wiara, miłość i chęć
Dążenia do celu, skąd się bierze tę siłę
Na utrzymanie w miejscu gdzie czeka śmierć
Okrutna jak kłamstwo złożone przed publiką,
Później odebrane wszystko na co pracujesz
I od nowa musisz walczyć i tak jak inni żyją,
Żyć skromnie, bo dla kogoś się tutaj utrzymujesz.

Więzi i korzenie
Zatrzymują tutaj nas,
Wiem, że kiedyś będę musiał odejść,
Nie o taką Ciebie walczył ludzi las,
Oddałaś się w ręce władcze
Chcące wyeksploatować każdą Twoją część
Mogącą dać zielonych trochę,
Nie o taką Ciebie walczył ludzi las.

Tłumy Cię żegnają i już nigdy nie wracają
Mimo trudów jakie podejmować próbowali,
To już koniec, jesteś upadłym Aniołem Światła,
Nie zwrócisz nam tego co zabrały przez Ciebie ich macki,
Wielu Cię kocha i wielu nienawidzi lub udaje
I nowym bytem gdzie indziej się szczyci,
Ale nie ma to jak w domu, każdy o tym wie,
Gdzieś głęboko ukrywa o wolnej Tobie sny,
Bez oszczerstwa, bez chamstwa, politycznego łgarstwa,
Dlaczego rządzi Tobą świńska wybiórcza garstka?
Nie odpowiesz i choć Ci wstyd, to wkońcu utoniesz
I nic nie da, że w milionach serc płoniesz.

Więzi i korzenie
Zatrzymują tutaj nas,
Wiem, że kiedyś będę musiał odejść,
Nie o taką Ciebie walczył ludzi las,
Oddałaś się w ręce władcze
Chcące wyeksploatować każdą Twoją część
Mogącą dać zielonych trochę,
Nie o taką Ciebie walczył ludzi las.

sobota, 10 listopada 2012

Żal.

Jeden jedyny raz chciałem po swojemu tak,
Mieć na wszystko wyjebane, aby nie liczył się świat,
Tylko w domu ja i nie całkiem sam,
Cała grupa, wielka biba, świat oszalał, dajcie piwa!
Bez sprawiania problemów,
Używania brzydkich słów,
Bez robienia wyrzutów
I nie deptając butów,
Tak spokojnego człowieka w klatce uczuć zamykasz,
Na tle takiego dobra jednej zachcianki odmawiasz?
Jeden jedyny raz chciałem po swojemu tak,
Mieć na wszystko wyjebane, aby nie liczył się świat,
Tylko w domu ja i nie całkiem sam,
Cała grupa, wielka biba, świat oszalał, dajcie piwa!
Na ciągłym posłuszeństwie,
Zabierając tak szczęście...
I na palca skinienie,
Wstrzykując w łeb cierpienie!
To gorzka substancja, jak smoła czarna, gęsta, w chuj bolesna,
Piecze, żyły ściska, od wewnątrz rozrywa, una vez mas!
Jeden jedyny raz chciałem po swojemu tak,
Mieć na wszystko wyjebane, aby nie liczył się świat,
Tylko w domu ja i nie całkiem sam,
Cała grupa, wielka biba, świat oszalał, dajcie piwa!
Opuszczam głowe,
Więcej Ci nie powiem.

czwartek, 8 listopada 2012

Una Vez Mas.

W takie dni jak ten, pytam o swą drogę,
Myślę co mam robić, jakie życie prowadzić,
Czy lepiej pozostać w sobie, czy działać póki mogę?
Moknąc w zimnym deszczu sam muszę sobie doradzić.
Daleko od rzeczywistości wybiegają me myśli
I wiara, wyobraźnia w marzenia czasem je skupiają w realności.

I co teraz?
Którą podążać trasą,
Dlaczego nic nie jest ani czarne, ani białe?

Przed ogromem morza stoję, z wiatrem w twarz,
Obserwuję jak fale wyrzucają na brzeg ludzi
Zmęczonych dążeniem do celu, wstają i patrz,
Idą gdzieś, mijają mnie, każdy myśleniem się trudzi
"Morze Niespełnionych Marzeń, czemu znów oddajesz mnie?
Samotnego, bez swych marzeń, pochłonąłeś wszystkie je."

wtorek, 6 listopada 2012

Alma y Fuego.

Upadłem i się połamałem,
Zostałem rozbity i się roztrzaskałem.
W miliony szczątków się obróciłem,
W kawałeczki szkła się zamieniłem.
Nie żyłem.
Nie żyję jeszcze bardziej.
Przygniótł mnie społeczny głaz.
Stało się to raz,
Stanie i kolejny.
Chodź, dawaj się przejedźmy,
W ciszy do cierni się przytulimy,
Przecież oboje tak to lubimy.
Duszo, nie wstydź się,
I tak nie ma już mnie,
Tyś jest Alma, ja - Fuego,
Razem nie zdziałamy już nic wielkiego.
Zatrzęsiemy najwyżej ziemią,
Gdy się rozpadnie, wszędzie będzie niebo.

niedziela, 4 listopada 2012

Z umiarkowaniem.

Czas spowalnia, lecz nie zatrzyma się,
Nie schowa, nie ucieknie,
Nie ominie łukiem szerokim,
A przeszyje na wskroś i człowiek stanie się nikim.
Uwaga zawsze warta,
Nie daj iść do czarta,
Ale i nie rozpieszczaj, gdyż obrócić się może
I dźgnąć Cię ostro nożem,
I nic więcej nie zrobisz,
Zniszczysz swym dobrem życie, o które wciąż tak walczysz.

Suicide of Life.

There was a time of you and I,
The whole world had nothing to hide
And everything that replaced us
Is a timeline covered in dust.

Smell of sacrifice,
Greetings from my heart.
One does not simply be alive
With emptiness filling all you've got.

There was a time of living a lie,
The whole world had to die
And everything that replaced it
Has died this morning, that's a whole story.

sobota, 3 listopada 2012

Dialog.

- Pete, daj już sobie spokój.
  Czego byś nie zrobił, nie zmienisz drugiego człowieka;
  Nie zmienisz siebie.
  Skup się na sobie.
- Nie potrafię.
  Jebana empatia, na siłę zachowuję się wbrew swej naturze.
  Nawet gdybyśmy i ja i ktoś mieli to samo do zrobienia...
  Pomogę, a sam swojego nie zrobię.
- Wiesz, że jesteś tak dobry wobec innych, że zły wobec siebie?
- Jestem tego świadom.
- Zmień to.
- A dopiero było "nie zmienisz siebie"...
- Ale to co innego.
- Nie, to nie jest co innego.
  Co innego to ja, moje aktualne zachowania.
  Chociaż w sumie, kiedy ja jestem sobą?
  Chyba nie mam świadomości własnej tożsamości.
- Pete, to nie jest normalne.
- A co jest normalne?
  Głodówka? Używki? Wojny w imię Boga? Zadawanie bólu, zabijanie?
- No nie...
- Nic nie jest normalne. Są tylko rzeczy tolerowane i/lub akceptowane.
- W sumie masz rację.
- Wiem coraz więcej o życiu innych, o psychice, działaniach, postępowaniach ludzkich...
  Ale coraz mniej wiem o sobie.
- Zrób coś z tym.
- Zrobiłem. Mimo ciągłem wojny między mną, a Tobą, zaakceptowałem siebie.
- I jak, lepiej?
- Przeciwnie, gorzej. Lecz innej możliwości nie było.
- Ehh...
- A Ty? Gdyby tak być na moim miejscu?
- Nie wiem...
- Właśnie. A ja już podjąłem jakieś kroki.
- To nie zmienia Twojej empatii wobec znajomych, "bliskich".
- Dam radę. Pobędę raz sobą, raz nie.
  Wkońcu się wykończę psychicznie i będzie luz.
  Chyba, że nastąpi samoistnie jakaś zmiana.
- O to w tym wszystkim chodzi? Żeby się wykończyć?
- Chodzi o to, by stworzyć sobie coś z niczego.
  Żyjąc w całkowitej pustce, w próżni, tworzę sobie jakiś punkt.
  Jakąć nadzieję, jakiś obiekt wiary. W stosunku do kogoś.
  I dzięki temu wciąż żyję. Mam nadzieję i wierzę w innych.
  Ludzie porzebują pomocy. Ja im ją daje i podtrzymuję przy okazji siebie.
- A co jak ktoś odrzuci Twoją pomoc?
- To zależy kto.
- Ktoś ważny?
- Gdybyś ktoś nie był ważny, to bym nie oferował pomocy.
  No ale po odrzuceniu jest mi przykro, źle, czuję się niepotrzebny no.
- Poddajesz się wtedy, czy nadal coś próbujesz?
- Przeważnie mam "niedostatek" wiary i nadziei, więc ponawiam w stosunku do bliższych osób.
- I znów jest to samo?
- W 99%.
- Nie jest to dla Ciebie męczące?
  Robić sobie nadzieję, że ktoś przyjmie Twoją pomoc, a potem cierpieć, bo odrzucono. To jest głupie.
- Tak, to głupie. To nie jest normalne. Ale mówiłem coś na ten temat wcześniej.
- Pamiętam.
- Nie mam innego sposobu na życie.
  Nie jestem jak większość.
  Alę dzięki swojej głupocie, możemy teraz ze sobą rozmawiać.
  Tylko dzięki mojemu głupiemu podejściu do siebie, podtrzymaniu własnego bytu tutaj.
- Rozumiem.
- Nie rozumiesz.
- Dobra, fakt, nie rozumiem. Nieważne.
- Prawda. Nieważne, nie musisz rozumieć, ani przejmować się mną.
- Czemu? Bo nie potrzebuję pomocy?
- Bo jesteś mną. Ta rozmowa odbywa się tylko w mojej głowie.
- Aa... Więc nie pomożesz mi w niczym?

środa, 31 października 2012

Jeden taki dzień.

Nie biegnij już i nie męcz się,
Na odpoczynek zasługujesz,
Dożyłeś swego,
Czasem przedwczesnego,
Nic nie poradzisz.
Wybaczam Ci.

Duchu złoty w pomniku szarym,
Moją osobą są dla Ciebie dary,
Pragnę Cię wspomnieć, pragnę tu być,
Dobrze wiesz, że bardzo ciężko mi żyć.
Nic nie poradzisz.
Wybaczam Ci.

Płaczę i szlocham, tęsknię,
Wybacz, że z Tobą nie ma mnie,
Tego jednego dnia w roku całym
Możliwe jest przebaczenie wszelkich win,
Więc zadaję pytanie Ci,
Wybaczysz mi?

niedziela, 28 października 2012

Niszczejące w czasie społeczeństwo.

Wszyscy.
Naprzód.
Razem.
Dalej.
Nicość.
Kryształ.
Człowiek.

Ziarnko za ziarnkiem w klepsydrze się sypie,
Od grupy do jednostki, zbiorowość się rypie.
Raz, nie dwa, nie trzy, nie cztery,
Także ja. Egoizm szczery.

sobota, 27 października 2012

Miss U.

Mówisz mi, że tęsknisz, że brakuje Ci mnie, że jest Ci źle,
Mówisz o wspomnieniach, o przywiązaniu i jakie życie,
Jak jest człowiek zbudowany, jak to czasem tęskni trochę,
Bardzo, wcale, nigdy, zawsze, a ja Ciebie już pierdolę.

Tęsknotą Twoją się podcieram.
Zarzygałem wszelkie związane z Tobą wspomnienia.

Jak to bardzo dobrze chciałaś, jak niby o wszystko dbałaś,
Chuja prawda, gówno było, ciąglę się ze mną jebałaś,
Pierdoliłaś kłamstwa same, teraz ja mam wyjebane!
Role już się odwróciły, powiedz, w fajnym jesteś stanie?

Tęsknotą Twoją się podcieram.
Zarzygałem wszelkie związane z Tobą wspomnienia.
Nie pragnę, nie chcę
Już nigdy więcej!
Z charakterem typu Twego zderzyć się.

Ja Ci wcale źle nie życzę, lecz ubolewaj nad życiem,
Nie ma lekko, nie ma fair i coraz lepiej o tym wiesz,
Zniszczyłaś o sobie zdanie, które takie dobre miałem,
Jak mnie traktowałaś, tak ja z nawiązką odpłacam się.

Tęsknotą Twoją się podcieram.
Zarzygałem wszelkie związane z Tobą wspomnienia.
Nie pragnę, nie chcę
Już nigdy więcej!
Z charakterem typu Twego zderzyć się.
Nie tęsknię.

piątek, 26 października 2012

Mi Falta De Fe.

Ominąć pustkę, być człowiekiem,
Zniszczyć własne upodlenie
Bólem, łzami, krwią i gniewem,
Wiarą, którą dałem w Ciebie,
Wiarą później odrzuconą,
Zmarzniętą i porzuconą,
Odnajdę ją i odnowię.
Już nigdy nic nie dam Tobie.

czwartek, 25 października 2012

Sanktuarium opętanych.

Sanktuarium zbuduję,
W nim się ulokuję,
Na kartach kultury
Będę zapisywał bzdury;
Opętany szczęściem,
Które wzrosło we mnie
I się ulotniło,
Co oczy zraniło.
Nie widziałem życia,
Które sam stworzyłem.
Nie widziałem życia,
W które tak dążyłem.

środa, 24 października 2012

Virgo.

Amarynowe oczy,
Ucieczka w prochy i w nałogi.
Nie jestem sobą, powiedz czy
Mój świat już krzyknął "w nogi!"?
Czy zostałem okrzyknięty
Pustynną kroplą wody?
Żal mi mnie...
Oddałbym życie za życie Twoje.

Ostatni raz, ostatni cień
Kwiatów, co zabierają dzień,
Kradną promienie słońca,
Aby już nie było końca
Ciemnej buzi dziecka skorpiona
Pod powierzchnią srebrnej tafli jeziora.

Agresja, złość,
Ucieczka w prochy i w nałogi.
Gnijąca kość
Osoby, której kiedyś byłem wrogi.
Czy zostałem okrzyknięty
Obietnicą krwawej wody?
Żal mi mnie...
Oddałbym życie za zniszczone życie Twe.

Odejdź już tak, już zostaw mnie,
Odejdź umyśle, jest mi źle,
Przeciwpancerne działo me
Zaraz rozerwie w strzępy Cie.
Chcę patrzeć jak uciekasz w dal,
Pragnę widzieć roztrzaskany czar.

Za wolność. Za życie.
Egoistyczne podejście.
Łykaj. Popij.
Niech pulsuje krew w skroni.
Sięgnij głębiej.
Już nie czeka na Ciebie...

Odejdź, virgo dziecię.

niedziela, 21 października 2012

230.

Nieustające fale ciemności
Nawiedzają sercowe wnętrzności,
Nieuniknione jest starcie z człowiekiem,
Który ode mnie odchodził z wiekiem.
Jedyny sam dla siebie. System destrukcji,
Uczucia skutkiem chorej ewolucji,
Pamięć napiera, wspomnienia zbliża,
Sama sobie w pełni chciwa, ubliża,
Odejście z nicości wgłąb pustki świętości,
Jeden element zmieniający dobro w złości,
Odbiera indywidualność, wolę,
Ogranicza człowieczeństwo, zrzuca w niedolę.
Dwieścietrzydzieści, od Alfa do Omega.
Dwieścietrzydzieści, czternaście i dwa.

Jak z torebeczki herbaty, rozprzestrzenia się smak
Nienawiści i miłości, chemikaliów; niszczy świat!

wtorek, 2 października 2012

Stosunki.

Bliski.
Za bardzo zależy.
Tęsknota.
...
Tajemnica.
Kłamstwo.
Próba odkupienia.
...
Nie.

piątek, 14 września 2012

Holzwege.

Jeden, duży, wpół-pusty pokój,
Fortepian na środku i dookoła spokój.
Wychudzony człowiek o szkaradnej twarzy
Tworzył życie, którego nikt inny by się nie odważył.
Zamknięty w emocjach, w niemocy i strachu,
Opętany przez siebie w nicości gmachu,
Nie oddał idei i nie zmienił drogi
Choć koniec był straszny, wierzył w to co robi.

Nie tylko on,
Nie tylko sam,
Drogi donikąd zeszły się u celu,
Prowadziły wgłąb otchłani.
Tam on,
Nie sam,
U celu,
W otchłani.

Na placu, pod pomnikiem, prawie nagi,
Był więźniem, jak i my wszyscy sami.
Codziennie ten sam widok z okna
Oglądany w roztargnieniu. Z okna...
Nie było już życia, a tylko muzyka,
Nie było już ludzi, nie było człowieka,
Nie było czasu by skończył komponować,
Nie zeszło napięcie, trzeba było chować.

Nie tylko on,
Nie tylko sam,
Drogi donikąd zeszły się u celu,
Prowadziły wgłąb otchłani.

Nie tylko on,
Nie tylko sam,
Drogi donikąd zeszły się u celu,
Prowadziły wgłąb otchłani.
Tym on,
Nie sam,
U celu,
W otchłani.

sobota, 11 sierpnia 2012

Zawał.

Jestem końcem,
Nienawiścią.
Czarnym słońcem,
Złotą kiścią
Goryczy i łez,
Krwi plamiącej los.
Życia zez.
Społeczeństwa cios.

wtorek, 15 maja 2012

Pękająca klepsydra.

Rozszalała się dziewczyna,
Codzień piła i paliła, ziołem wcale nie gardziła,
Życia nie żałowała 'ni troche,
Domóweczki i ogniska, zawsze wszędzie wszystkim bliska,
W sobie ukrywała prawdy wiele,
Sytuacje, komplikacje, różne nichuj miłe akcje,
Nie czuła się nigdy gorsza wcale,
Nikt nie widział, nikt nie słyszał, pomarzyć nawet nie mógł.

Hej dziewczyno!
Wiem, że zawsze sobą jesteś.
Hej dziewczyno!
Wiem, że zawsze taka będziesz.

Nie czujesz w sobie żadnych braków człowieka,
Tylko muzyka, której sercu Twemu brak,
Ciągle samowystarczalna, indywidualistka,
Czasem jedynie chwila cicha, myśli czystka.

Hej dziewczyno!
Wiem, że zawsze sobą jesteś.
Hej dziewczyno!
Wiem, że zawsze taka będziesz.

Nie mam Ci za złe 'ni trochę,
Różne sprawy głupie jakbyś była taka jak i ja Ci mówię,
Szalej, szalej, tak,
Każdy swoje życie życie zawsze chociaż tyci, mini chore ma,
Po co Tobą się przejmować,
Wciąż powtarzasz, racje gadasz, ale czasem to się i zachwalasz,
Hej dziewczyno, hej dziewczyno,
Dobrze nigdy już nie będzie - zawsze zajebiście w świecie!

Hej dziewczyno!
Wiem, że zawsze sobą jesteś.
Hej dziewczyno!
Wiem, że zawsze taka będziesz.

Nie czujesz w sobie żadnych braków człowieka,
Tylko muzyka, której sercu Twemu brak,
Ciągle samowystarczalna, indywidualistka,
Czasem jedynie chwila cicha, myśli czystka.

Hej dziewczyno!

niedziela, 13 maja 2012

Muy Bien.

W kwadracie nicości
Prostokąt do świata
Okrągłego szeroko,
Z wielokątami chmur,
Gdzie liście trójkątne
I trawa liniowa.

Muy bien.

Nocą półkole lub koło jasne,
Pięciokątne światełka w ciemności,
Romby i inne kształty wkoło mnie...

Muy bien.

Marzę o lepszym świecie,
Który byłby prosty jak figury,
A nie z kosmosu całkowane wzory.
Myślę o sobie, jakim kształtem jestem,
Może jest ze mnie minecratowy koleś?
Chuj w to, o czym ja tu w ogóle pisze?!

niedziela, 29 kwietnia 2012

Ten świat jest Twój.

Budzisz się z krzykiem i nie wiesz co się dzieje,
Łamiesz zasady, ktoś w oczy Ci się śmieje
Szyderczo, łaskawie, radośnie czy z pogardą?
W dupe to, jesteś egoistyczną jednostką.
Płaczesz i się trzęsiesz, w innym świecie jesteś,
Z każdym łykiem powietrza oddychasz coraz ciężej.
Krew, pot, wkoło białe fartuchy...
Egzystencja rozpoczęta, już krążą o Tobie słuchy.

Postawiony na starcie, a jeszcze nie raczkuje,
Oczy wciąż zamknięte, na ślepo się kieruje.
Za młody. Za mało doświadczony. Za słaby,
A jednak wsparcia nie ma, wkoło Ciebie tacy sami.
Hordy niemowląt przed siebie gnają,
Czołgają się, miotają, w błocie paplają,
Same sobie porzucone...
Niektóre nawet niewzruszone.

Zmęczony wyścigiem zbliżasz się do mety,
Coraz trudniejsze są Twe ruchy, wdechy, wydechy.
Próbujesz zebrać do kupy wszystkie swe doświadczenia,
Sprawdzić jak dobrze poszło, jaki wynik, osiągnięcia.
Już niedługo, zobaczysz swe nazwisko
Na niebiańskiej tablicy dumnie podpisanej Highscores.
W tym wyścigu udział bierze każde z nas,
Nie ma zasad, nie ma reguł. Istnieje tylko czas.

Postawiony na starcie, a jeszcze nie raczkuje,
Oczy wciąż zamknięte, na ślepo się kieruje.
Za młody. Za mało doświadczony. Za słaby,
A jednak wsparcia nie ma, wkoło Ciebie tacy sami.
Hordy niemowląt przed siebie gnają,
Czołgają się, miotają, w błocie paplają,
Same sobie porzucone...
Niektóre nawet niewzruszone.

O poranku nogi cztery,
W południe o dwie mniej,
Na wieczór masz je trzy,
Nocą podziwiasz ziemię.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Pod bezgwiezdnym niebem.


Pod płachtą nocy,
Gdy księżyc w pełni mocy
I chmury rozwiane
Odsłaniają niebo całe,
Każdy się spodziewa
Światła od pięknych gwiazd,
Lecz tym razem zaszczyca
Nas barwa jednolita
I księżyc, do którego
Wilk wyje coś tajemnego.
W tej głuszy, obok lasu
Spowalnia upływ czasu,
A mgła spowijająca świat
Tworzy obraz jak sprzed lat.
W powietrzu - strach i zwątpienie,
Błagasz sen o przebudzenie,
Tulisz się do deszczu kropel...
Wszystkie są jakby ze szkieł,
Tną zmarznięte Twoje ciało,
Krew jedyną tutaj barwą.
Zastanawiasz się skąd pada,
Niebo czyste jak zagłada,
Magia przecież nie istnieje.
Nie wiesz co się tutaj dzieje.
Wilk ponownie głucho wyje
Dając znak o tym, że żyje
I bacznie Cię obserwuje,
Na swój moment wyczekuje.
Skąd tu jesteś?
Po co jesteś?
Czy w ten sposób skończyć masz?
Poddasz się, czy coś z siebie dasz?
Nie wyczekuj wschodu słońca,
Stojąc dotrwasz złego końca.
Nie oczekuj wybawienia,
To nie sen. Świat się zmienia.

środa, 11 kwietnia 2012

Va bene.

To nie deja vu,
To po prostu c'est la vie.
Jednakże widząc Ciebie "adios" nie powiem Ci.
Przy Tobie serce moje jakby cierniami ściskane,
W ścianę uderzane,
Z procy wystrzeliwane.
Lecz nie mam już "bad feeling",
Nie stąpam po cienkiej linii,
Uczucia poukładałem konsekwentnie,
Nie mętnie.
Odeszłaś.
Nareszcie odeszłaś...
Choć nie wiem czy nie płakać,
Czy śmiać się, czy przejmować.
Byłaś mym habitusem,
Za Tobą biegłbym kusem
Gdyby tylko zdarzenia
Miały inny punkt odniesienia.

Mamy wszystkiego efekty
I nie oddamy ich do korekty,
Nie odrodzisz się Aniołem
Skoro przez Ciebie płonąłem.
Prima ważna sprawa:
Ustygła w Tobie wrzawa,
Nie widać niepokoju,
Który podniecał kowbojów.
Jednakże secundo:
Nie widzisz nigdzie "undo" -
- Niszczę do Ciebie wenę.
I wkońcu jest va bene.

sobota, 17 marca 2012

Ann.

O jedno tylko proszę Cie,
Wiedz, że zawsze mówię prawdę,
Nie kłamię, nie bawię się.
I wszystko co powiedziałem
Zawarte w jednych słowach jest - 
Ja nie przestałem.

Ożywiam się,
Zamykam rany swe,
Udaję, że wszysko okej...

Bo pewnego jestem jeden,
Lepiej jest wyglądać dobrze
Niż martwym w środku być
I gnić.
Chcę byś widziała to we mnie,
Że niby szczęśliwy jestem,
Choć stoję na skarpie
Tyłem.

Minęło już czasu wiele,
A ja nic nie zmieniłem się,
Nadal rozrywam siebie
Bym mógł zacząć normalnie żyć,
Czyimś superbohaterem być...
Wtedy zjawiasz się Ty,

Nie chcę widzieć przeszłości tej...

Ożywiam się,
Zamykam rany swe,
Udaję, że wszystko okej...

Bo pewnego jestem jeden,
Lepiej jest wyglądać dobrze
Niż martwym w środku być
I gnić.
Chcę byś widziała to we mnie,
Że niby szczęśliwy jestem,
Choć stoję na skarpie
Tyłem.

Pragnę oglądać Cie przez sen,
Proszę Cie bądź mym koszmarem...
Nadal mi brakuje Cie...

sobota, 18 lutego 2012

Od dawna.

Nie potrafię żyć.
Boję się żyć.
Nie chcę żyć.

Jestem dobry.
Przeraźliwie dobry. 
Jestem za dobry.

Wiele rozumiem.
Wciąż wiem i rozumiem.
To złe, że rozumiem.

Znasz mnie.
Boisz się mnie.
Nie chcesz mnie.

Nie potrafię, boję się, nie chcę.
Jestem, przeraźliwie jestem.
Wiele wciąż wiem, to złe.
Znasz, boisz się, nie chcesz.

Nie wierzę.
Nie uwierzę.
Jestem zwierzem.

Na co człowieku głupi liczysz?

niedziela, 29 stycznia 2012

Festiwal nienawiści.

Dwa-cztery na dobę łapię się za głowę,
Rozpoczynam w sobie burzę myśli.
Przeląknięty nad swym stanem mało robię,
Mając złudną nadzieję, że coś się samo ziści.
Przelewa się przeze mnie
Miłość, radość, złość, czuję się w sobie jak gość,
Niepotrzebne jest mi uczucie,
Które kruszy mej duszy szkielet, każdą drobną kość.
Nie chcę już pamiętać o Tobie...
I nie jestem w żałobie.

To jest mój festiwal nienawiści,
Granica dobroci i zawiści!
Nie będę marionetką w teatrze
Twych lalek, odchodzę na zawsze.

Kiedy świat oszalał? Nie zauważyłem nic,
Zbyt wiele działo się w mojej głowie.
Wszystko wygląda tak bardzo absurdalnie,
Serca brak, strachu brak, ani łzy z czerwonych lic.
Nie było w Tobie rozwiązania,
Tak naprawdę ta przeszłość to część problemu,
Który wrastał w moje starania.
Lecz nie uziemiłaś mnie, już nic nie będzie po Twojemu.
Nie chcę już pamiętać o sobie...
Pozostawiam część siebie w grobie!

To jest mój festiwal nienawiści,
Granica dobroci i zawiści!
Nie będę marionetką w teatrze
Twych lalek, odchodzę na zawsze.
Prosto do niesamowitości dążyłem,
Własnym błędem żyłem.
Sam jestem sobie winien, mea culpa,
To mea culpa.