Pod płachtą nocy,
Gdy księżyc w pełni mocy
I chmury rozwiane
Odsłaniają niebo całe,
Każdy się spodziewa
Światła od pięknych gwiazd,
Lecz tym razem zaszczyca
Nas barwa jednolita
I księżyc, do którego
Wilk wyje coś tajemnego.
W tej głuszy, obok lasu
Spowalnia upływ czasu,
A mgła spowijająca świat
Tworzy obraz jak sprzed lat.
W powietrzu - strach i zwątpienie,
Błagasz sen o przebudzenie,
Tulisz się do deszczu kropel...
Wszystkie są jakby ze szkieł,
Tną zmarznięte Twoje ciało,
Krew jedyną tutaj barwą.
Zastanawiasz się skąd pada,
Niebo czyste jak zagłada,
Magia przecież nie istnieje.
Nie wiesz co się tutaj dzieje.
Wilk ponownie głucho wyje
Dając znak o tym, że żyje
I bacznie Cię obserwuje,
Na swój moment wyczekuje.
Skąd tu jesteś?
Po co jesteś?
Czy w ten sposób skończyć masz?
Poddasz się, czy coś z siebie dasz?
Nie wyczekuj wschodu słońca,
Stojąc dotrwasz złego końca.
Nie oczekuj wybawienia,
To nie sen. Świat się zmienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz