Budzisz się z krzykiem i nie wiesz co się dzieje,
Łamiesz zasady, ktoś w oczy Ci się śmieje
Szyderczo, łaskawie, radośnie czy z pogardą?
W dupe to, jesteś egoistyczną jednostką.
Płaczesz i się trzęsiesz, w innym świecie jesteś,
Z każdym łykiem powietrza oddychasz coraz ciężej.
Krew, pot, wkoło białe fartuchy...
Egzystencja rozpoczęta, już krążą o Tobie słuchy.
Postawiony na starcie, a jeszcze nie raczkuje,
Oczy wciąż zamknięte, na ślepo się kieruje.
Za młody. Za mało doświadczony. Za słaby,
A jednak wsparcia nie ma, wkoło Ciebie tacy sami.
Hordy niemowląt przed siebie gnają,
Czołgają się, miotają, w błocie paplają,
Same sobie porzucone...
Niektóre nawet niewzruszone.
Zmęczony wyścigiem zbliżasz się do mety,
Coraz trudniejsze są Twe ruchy, wdechy, wydechy.
Próbujesz zebrać do kupy wszystkie swe doświadczenia,
Sprawdzić jak dobrze poszło, jaki wynik, osiągnięcia.
Już niedługo, zobaczysz swe nazwisko
Na niebiańskiej tablicy dumnie podpisanej Highscores.
W tym wyścigu udział bierze każde z nas,
Nie ma zasad, nie ma reguł. Istnieje tylko czas.
Postawiony na starcie, a jeszcze nie raczkuje,
Oczy wciąż zamknięte, na ślepo się kieruje.
Za młody. Za mało doświadczony. Za słaby,
A jednak wsparcia nie ma, wkoło Ciebie tacy sami.
Hordy niemowląt przed siebie gnają,
Czołgają się, miotają, w błocie paplają,
Same sobie porzucone...
Niektóre nawet niewzruszone.
O poranku nogi cztery,
W południe o dwie mniej,
Na wieczór masz je trzy,
Nocą podziwiasz ziemię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz