piątek, 14 września 2012

Holzwege.

Jeden, duży, wpół-pusty pokój,
Fortepian na środku i dookoła spokój.
Wychudzony człowiek o szkaradnej twarzy
Tworzył życie, którego nikt inny by się nie odważył.
Zamknięty w emocjach, w niemocy i strachu,
Opętany przez siebie w nicości gmachu,
Nie oddał idei i nie zmienił drogi
Choć koniec był straszny, wierzył w to co robi.

Nie tylko on,
Nie tylko sam,
Drogi donikąd zeszły się u celu,
Prowadziły wgłąb otchłani.
Tam on,
Nie sam,
U celu,
W otchłani.

Na placu, pod pomnikiem, prawie nagi,
Był więźniem, jak i my wszyscy sami.
Codziennie ten sam widok z okna
Oglądany w roztargnieniu. Z okna...
Nie było już życia, a tylko muzyka,
Nie było już ludzi, nie było człowieka,
Nie było czasu by skończył komponować,
Nie zeszło napięcie, trzeba było chować.

Nie tylko on,
Nie tylko sam,
Drogi donikąd zeszły się u celu,
Prowadziły wgłąb otchłani.

Nie tylko on,
Nie tylko sam,
Drogi donikąd zeszły się u celu,
Prowadziły wgłąb otchłani.
Tym on,
Nie sam,
U celu,
W otchłani.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz