To my, to my, ostatnia deska ratunku,
Zwracają się do nas gdy u innych nie ma pomyślunku,
Jesteśmy na szarym końcu, jesteśmy ostatni,
Pierwsi nigdy nie będziemy, my jesteśmyy ostatki.
Lekceważyć, kpić, pomiatać, besztać nas dowoli
Potrafią już wszyscy wkoło, jesteśmy w niedoli,
Gdy zawodzą wszyscy inni, jesteśmy wspaniali,
Najlepsi i wychwalani, a po chwili olewani.
Przyjaciół mieliśmy wielu, każdy nas zostawił,
Bo jesteśmy jedynymi, tak bardzo oryginalnymi,
Boją się z nami przebywać więcej niż potrzeba,
Wszyscy żeśmy się przyzwyczaili, nikt już nie nalega.
Strach zagląda w oczy ludziom, którzy nas poznali,
Strach przed odwdzięczeniem pomocy, którą otrzymali,
O błahostki nie prosimy, nie jesteśmy jak ci wszyscy,
Przez to zostajemy sami, odeszli już wszelcy bliscy.
To my, to my, załoga bezimiennych,
Samowystarczalna, pełna cech i uczuć cennych,
Lecz znieważana, odrzucana przez swoją lojalność,
Strach przed powiązanem z osobą, której opis to "inność".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz