Okno w piwnicy się na mnie spojrzało,
Rzec mi coś chciało, lecz się powstrzymało.
Światłość całą z pomieszczenia zabrało
I nikt nie przeszedłby już tamtędy śmiało.
Ostre, dzikie oczka z ciemności zerkały,
W głuchych korytarzach głosy się śmiały,
Kroki jakieś coraz bardziej się zbliżały...
W tych psychicznych mękach każdy byłby mały.
Cicha, skryta siła czegoś tutaj chciała,
Uczucie, jakby zza pleców rękę wyciagała;
Drżącym głosem takie słowa wypowiadała:
"Ta Twoja świątynia, będzie moja. Cała."
Krąg świec wokół mnie się nagle zapalił,
Na nadgarstkach i kostkach łańcuch się pojawił,
"Oto życie" - szepnął głos i szybko się oddalił,
Pode mną stanał ogień... I mnie doszczętnie spalił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz