środa, 11 kwietnia 2012

Va bene.

To nie deja vu,
To po prostu c'est la vie.
Jednakże widząc Ciebie "adios" nie powiem Ci.
Przy Tobie serce moje jakby cierniami ściskane,
W ścianę uderzane,
Z procy wystrzeliwane.
Lecz nie mam już "bad feeling",
Nie stąpam po cienkiej linii,
Uczucia poukładałem konsekwentnie,
Nie mętnie.
Odeszłaś.
Nareszcie odeszłaś...
Choć nie wiem czy nie płakać,
Czy śmiać się, czy przejmować.
Byłaś mym habitusem,
Za Tobą biegłbym kusem
Gdyby tylko zdarzenia
Miały inny punkt odniesienia.

Mamy wszystkiego efekty
I nie oddamy ich do korekty,
Nie odrodzisz się Aniołem
Skoro przez Ciebie płonąłem.
Prima ważna sprawa:
Ustygła w Tobie wrzawa,
Nie widać niepokoju,
Który podniecał kowbojów.
Jednakże secundo:
Nie widzisz nigdzie "undo" -
- Niszczę do Ciebie wenę.
I wkońcu jest va bene.

1 komentarz:

  1. Smutne. Ach, te przeróżne zawody, nieodłączna część życia, ale pewnie wszystko ma swój cel, choć nie zawsze można go dostrzec od razu.
    Pozdrawiam i życzę pomyślności ;]
    i zapraszam na mojego bloga, z opowiadaniami i nie tylko:

    www.malinowoherbaciana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń