Opatruję swą rane,
To czyste przetrwanie.
Wraz z Tobą nie wstanę,
Prędzej w płomieniach stanę.
Idąc po cienkiej linii, obrazującej bicie mego serca
Czuję się jak w cyrku, robię za groźnego zwierza -
Dostarczam rozrywki, gdy patrzysz z boku,
Jestem posłuszny, bo jestem w amoku,
Zwariowałem od głodu, wykorzystano moje ciało
Abym tęsknił do wolności, aby wciąż mi było mało.
Pragnę się wyrwać, wytrącić w ręki bat,
Porwać się instynktowi, ale nie być jak furiat.
Chcę zawładnąć cieniami świateł,
Pragnę być jak bohater,
Uratować w sobie zwierze,
Zaufać własnej wierze.
Nie pytasz mnie, nie odpowiadam i się nie spowiadam,
Ukrywasz się, poza obręb Twojego życia spadam,
Ociekasz złem, wonią bólu i wstydu się napawam,
Jesteś snem.
Lawirując między wspomnieniami, oderwany od realiów,
Wyidealizowałem kształty swoich lęków -
W Twoich oczach mrok zasysający życie,
Falujące włosy łagodzące moją linię,
Uśmiech zimy, kwaśna krew,
Ramiona z lodu i ogłuszający śpiew.
Uciekłem z cyrku Twych kaprysów,
Spaliłem most zbudowany z Twoich zmysłów.
Opatruję swą rane,
To czyste przetrwanie.
Nie pytasz mnie, nie odpowiadam i się nie spowiadam,
Ukrywasz się, poza obręb Twojego życia spadam,
Ociekasz złem, wonią bólu i wstydu się napawam,
Jesteś snem.
Wciąż odwracam się,
Nadal żyję
Tymi ze wspomnień,
Które chcę
By karmiły mnie
Choć wiem, że umrę,
Lecz nie oddam się
W twe senne ręce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz