wtorek, 20 września 2011

Ocean popiołu.

Wieje wiatr. Liście szaleją.
Pochmurnie. Łzy się leja.
Zapada noc, grzmotów słychać dźwięki.
To cudowniejsze, niż jakiekolwiek wdzięki.
Panuje błysk, nad błyskiem zamyślenie.
Gdzie trafić mógł? Czy wyrządził cierpienie?
Kiedy nadejdzie ten cholerny czas,
Gdy się skończy burza w nas?

Nic nie jest, nic nie będzie.
Nie jestem i nie będę
Taki sam.
Już nigdy taki sam,
Taki sam.
Znika kolejny stan.

Wieje wiatr. Liście szaleją.
Bezchmurnie. Gwiazdy promienieją.
W nich zawarta przyszłość istnienia.
To cudowniejsze, niż najwspanialsze urojenia.
Przewidzenia, deja vu...
To wszystko jakoś nie pasuje mi...

Nic nie jest, nic nie będzie.
Nie jestem i nie będę
Jak teraz.
Już nigdy jak teraz,
Jak teraz.
Znika kolejny stan.

W tafli wody widzę odbicie, którego nie chcę znać.
Wyobrażenia o istnieniu mym,
Zamieniły się w czarny pył.
Staję się ślepcem z wyboru, spaloną dłoń mogę Ci pokazać.
Spaloną sercem, oczyma, które niegdyś płonęły.
Teraz w okół nich pozostał tylko ten pył.

Nic nie jest, nic nie będzie.
Nie jestem i nie będę
Jakim chcę.
Już nigdy jakim chcę,
Z każdą falą...
Powoli odchodzę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz