Anioł dał mi siłę, Demon mnie opętał,
Uwięziony we mnie człowiek cicho stękał,
Jest życiem, czy niewolnikiem, tego nie pamiętał.
Kłębiły się myśli w wysuszonej głowie...
Parowałem czując zawiść w każdym słowie,
Jak i czułem ulgę w łagodzącej mowie.
Szarpiąc się, drąc, rozdzierając, wyjąc w tłumie,
Nastąpiło z winy mojej lustra zniszczenie,
Oczy mi się otworzyły, w uszach piszczące tłumienie.
Roztrzaskanego siebie na ziemi widziałem
W tysiącach lustra odłamków, czułem
Cięcia wszystkich spojrzeń, które na siebie rzucałem.
I mam oczy poszarpane, wykrwawione,
Zaszły ropą wszelkie rany, myśli mam ogołocone,
Trzasnęło mnie powietrze odświeżone.
Wolny od wpływów, wolny od Aniołów,
Brak już w duszy pustki, miejsca dla Demonów,
Odizolowanie od spojrzenia na przyjaciół i wrogów.
Drogę obieram nie wiedząc gdzie prowadzi,
Pewien, że zewnętrzne zdanie mi nie zawadzi;
Z wiarą w swoje czyny, bez zgubnych sióstr i braci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz